„Yesteryear” Caro Claire Burke to powieść o władzy i o tym, do czego można się posunąć, żeby ją utrzymać. Wciągająca i elektryzująca powieść, która jest równie zabawna, co przerażająca.
Po raz pierwszy w Klubie sięgamy po jeszcze ciepłą premierę (przekład Elżbiety Janoty wyszedł 28 października!), ale jako najbardziej opiniotwórczy klub w polskim Internecie musimy wyrobić sobie o niej zdanie :))) Bo o “Yesteryear” będzie zaraz huczał cały Bookstagram!
To najgorętsza książka 2026 r., która na amerykańskim rynku wzbudziła mnóstwo dyskusji i przyniosła autorce niesłychaną popularność. Prawa do jej ekranizacji wykupiła Anne Hathaway jeszcze ZANIM “Yesteryear” Caro Claire Burke ukazała się drukiem.
Czy trafi w gusta polskich Czytelniczek?
PS. Do wczucia się w vibe “Yesteryear” warto poczytać o trendzie tradwife i Hannie Neeleman, piszę o nich w dziale “Czego się spodziewać”.
O czym jest książka „Yesteryear” Caro Claire Burke?

Poznaj Natalie Heller Mills
W internecie Natalie Natalie Heller Mills to eteryczna matka piątki dzieci (z szóstym w drodze), zarządzająca wraz z mężem Calebem „uroczym małym ranczem” w Idaho. Miliony osób śledzą konto Natalie na Instagramie i idealne życie stylizowane na wzór „Domku na prerii”. Manosfera widzi w niej urzeczywistnienie „prawdziwego amerykańskiego snu”, a feministki, “Wściekłe Kobiety”, tak naprawdę “zżera zazdrość”.
Dołącz do nas, żeby razem przeżywać książki!
Tymczasem Natalie offline nie mogłaby się bardziej różnić od swojego social mediowego wizerunku. Jej idealne, sielskie życie to efekt dokładnej reżyserii i manipulacji. Za kulisami kryją się zatrudnione nianie, profesjonalna produkcja, przemysłowy sprzęt kuchenny i miliony, miliony dolarów pompowane w ranczo przez bogatego teścia, który planuje kandydowanie w następnych wyborach prezydenckich.
Ale czego oczy (8 mln obserwujących) nie widzą, tego sercu nie żal, prawda?
A potem BUM!
Pewnego całkiem niepozornego poranka Natalie budzi się w życiu, które nie należy do niej. Chociaż dom, mąż i dzieci wydają się znajome, coś jest grubo nie tak. Nie ma prądu, kuchnię ogrzewa ogień, a Caleb zamienił się w mrukliwego i twardego rolnika. Zamiast dopieszczać zdjęcia domowej konfitury na Instagrama, Natalie musi przynosić drewno na opał i zdzierać dłonie do krwi, piorąc (ręcznie!) ubrania dla całej rodziny. Czy przeniosła się w czasie? A może uczestniczy w jakimś pokręconym reality show? Czy może sam bóg poddaje ją próbie? A może jednak szatan?
Uważaj, czego sobie życzysz, bo dokładnie to może się spełnić, droga Natalie!
„Yesteryear” Caro Claire Burke to powieść o władzy i o tym, do czego można się posunąć, żeby ją utrzymać.
Wciągająca i elektryzująca, równie zabawna, co przerażająca. Caro Claire Burke przygląda się współczesnemu macierzyństwu, opresyjnym oczekiwaniom wobec kobiet, sile mediów społecznościowych i procesowi kreowania własnego wizerunku.
Uważam, że jest to doskonała historia do dyskusji i chociaż jestem pewna, że nie polubimy Natalie Heller Mills, to myślę, że zgodzimy się, że jest magnetyzującą antybohaterką, o której wyborach można gadać GO-DZI-NAMI.
Czego się spodziewać po „Yesteryear” Caro Claire Burke?
Trzymającego w napięciu thrillera psychologicznego z elementami satyry, niejednoznacznej, wręcz antypatycznej bohaterki i historii, która z każdym kolejnym rozdziałem budzi więcej pytań.
Natalie to postać skomplikowana, bezwzględna, pełna wyższości i obsesyjnie kontrolująca swój wizerunek w sieci, a obserwowanie, jak jej fasada pęka i rozkminianie, co tak naprawdę się stało, że wylądowała w przeszłości, czyni “Yesteryear” nieodkładalną.
Dlaczego wybrałam „Yesteryear” Caro Claire Burke?


O co chodzi z trendem „tradwife”?
Zanim przeczytałam “Yesteryear”, trafiłam w “Gurdianie” na wywiad z Caro Claire Bruke, w którym mówi:
„Uznałam, że skoro nie potrafię obalić samego wizerunku tradwife, to przynajmniej zburzę jej świat i zobaczę, jak szybko zacznie krzyczeć.”
Do tej pory ten social mediowy trend (zjawisko?) nie przewijał się przez mój feed, ale wywiad z Caro mnie zaintrygował i zaczęłam grzebać. W ten sposób trafiłam na historię Hannah Neeleman i Ballerina Farm.
Hannah to amerykańska influencerka i była baletnica (absolwentka prestiżowej uczelni Juilliard) oraz zdobywczyni tytułu Mrs. American (to konkurs dla mężatek, nie mylić z Miss America), która razem z bajecznie bogatym mężem prowadzi ogromne gospodarstwo w stanie Utah i wychowuje ósemkę dzieci.
Jest nieoficjalną twarzą trendu „tradwife” (od traditional wife), promującego sielankowy obraz tradycyjnego podziału ról w związku (nawiązującego do lat 50. w Stanach) oraz poświęcenia Bogu i rodzinie.
Zawsze w estetycznych kadrach, z uśmiechem i w otoczeniu gromadki dzieci.
Używam słowa “trend”, ale Caro Claire Burke mówi w tym samym wywiadzie:
„Tradwife, podobnie jak gospodyni domowa z lat 50., nie jest prawdziwą osobą. Nie jest trendem ani kulturową obsesją. Jest reklamą, wyreżyserowanym spektaklem kobiecości z linkiem do zakupów w biogramie. Pojawiła się – niczym reklama z lat 50., by przypomnieć kobietom o ich prawdziwym przeznaczeniu: usługiwać, uśmiechać się, rodzić dzieci i kupować.”
Tradwife vs Matka Polka
W Polsce zjawisko “tradwife” nie jest popularne, co wynika z zupełnie innej historii i realiów ekonomicznych. W Stanach lat 50, to mąż w garniaku zarabiający w korpo na utrzymanie rodziny i żona doglądająca domu na przedmieściach (patrz Betty Draper z “Mad Man’a”).
U nas wyniszczona wojną gospodarka potrzebowała rąk do roboty, więc kobiety masowo wchodziły na rynek pracy w fabrykach, rolnictwie, handlu i administracji. Symbolem epoki stał się słynny plakat i hasło: “Kobiety na traktory”.
W Polsce bardziej szkodliwy (wciąż!) pozostaje archetyp Matki Polki, kobiety zmęczonej, ale silnej, zaradnej, łączącej etat z pracą w domu i opieką nad dziećmi, ogarniająca całą logistykę rodzinną bez narzekania i pomocy.
Do tego wiejskie życie nie kojarzy się u nas z nową ekranizacją “Domku na prerii”, estetyką countrycore, lekkością i samowystarczalnością, a z ciężką harówką i wyrzeczeniami. Romantyzowanie wsi dopiero niedawno stało się modne. Póki co, jedynie w kontekście sielskiego lata spędzanego w odpicowanych drewnianych domach, pozowania do zdjęć na belach siana i w środku rzepakowych pól.
Dlatego właśnie “Yesteryear” wydała mi się egzotyczna i intrygująca.
A potem na amerykańskim bookstagramie wybuchła wokół niej prawdziwa medialna burza i pomyślałam, że będziemy musiały ją w Klubie sprawdzić.
Jestem bardzo ciekawa, z jakim przyjęciem spotka się w Klubie (i generalnie pośród polskich czytelniczek i czytelników) i o czym porozmawiamy już 24 listopada na spotkaniu klubowym.
Dołącz do nas, żeby razem przeżywać książki!
Sceny, które zapamiętam:
- współczesną wersję związku Natalie z Calebem
- wewnętrzne dialogi i cięte riposty Natalie
- zakończenie
Klubowiczki o powieści „Yesteryear” Caro Claire Burke na gorąco:
Już wkrotce.
Spotkanie klubu książki i pytania do „Yesteryear” Caro Claire Burke
Już wkrótce.


Pobierz kartę „Yesteryear” z Book Journala Klubu Czułej Czytelniczki
Jeśli spodobało Ci się „Yesteryear” przeczytaj również:
- „Yellowface” – Rebecca F. Kuang – to pokręcona i pełna dram historia o ciemnej stronie wydawania książek, inbach w social mediach i obsesyjnym dążeniu do sukcesu.
- „Kiedy kobiety były smokami” – Kelly Barnhill – potężna girl-power story z elementami fantasy o kobiecej sile, determinacji i walce o prawo do spełniania się i życia na własnych zasadach.
- „Ogród rozpaczy ziemskich” – Beatriz Serrano – na wskroś współczesna opowieść o pokoleniu 30-latków, którzy z pozoru mają wszystko.
Wydawnictwo Poznańskie
Tłumaczenie Elżbieta Janota


0 komentarzy