So late in the day – Claire Keegan
To w zasadzie nie jest powieść, a opowiadanie, które najpierw zostało wydane w magazynie New Yorker pod tytułem “Mizogina”, a dopiero w 2022 r. ukazało się drukiem z nowym, delikatniejszym tytułem.
To w zasadzie nie jest powieść, a opowiadanie, które najpierw zostało wydane w magazynie New Yorker pod tytułem “Mizogina”, a dopiero w 2022 r. ukazało się drukiem z nowym, delikatniejszym tytułem.
Jest to chyba najdziwniejsza książka jaką ostatnio czytałam. Z jednej strony nie mogłam się wkręcić, z drugiej nie dało się jej odłożyć! Akcja toczy się w fikcyjnym miasteczku Uz (czuję nawiązanie do “Czarnoksiężnika z Oz”, z resztą nie tylko w nazwie miasteczka!), w stanie Nebraska.
Samotna Isabel obsesyjnie utrzymuje porządek w domu odziedziczonym po matce. Poleruje rodowe srebra, nakręca zegary, pilnuje, żeby wszystko trwało na swoim miejscu w niezmienionym kształcie. Jej pedantyczna bańka pęka, gdy do posiadłości przyjeżdża (i na jakiś czas zostaje) dziewczyna brata Isabel, Eva.
„Kiedyś były tu wilki” – Charlotte McConaghy to wciągająca historia ukazująca odwieczny konflikt na linii człowiek-natura, pełna surowego, szkockiego piękna i mrocznego napięcia.
Przeczytałam w dwa dni! Nie zdetronizowała „Tom Lake”, ale i tak lowe, i powiem Wam, że jestem zaskoczona, że to debiut, bo zupełnie nie odstaje od późniejszych powieści Ann!
W życiu może przyjść chwila, gdy beztrosko stoisz sobie w kuchni, jesz kanapkę i myślisz o najbliższych zawodowych zobowiązaniach, by zaraz stanąć w przedpokoju, upuścić na podłogę tę samą kanapkę i poczuć, jak cały świat osuwa ci się pod stopami.
Czasami czytam książki, przy których zastanawiam się nad fabułą. Przy niektórych analizuję bohaterów… A potem wpada Anielka i ja siedzę z książką w ręku, próbując rozkminić, skąd właściwie Sylwia bierze te wszystkie pomysły.
„Gniazdo” – Roisín O’Donnell boleśnie prawdziwa historia o tym, że odejście od oprawcy to zaledwie pierwszy krok, a prawdziwą sztuką jest wytrwać i na nowo uwierzyć w siebie.
Przyznaję – do sięgnięcia po „Antidotum” skłoniły mnie: intrygujący opis, zachwycająca okładka, przepiękne, cieszące oko wydanie (zające! zdjęcia!), jednak przystępując do lektury, zupełnie nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać.
„Korespondentka” – Virginii Evans to napisana wyłącznie w formie listów opowieść o potędze słów, dojrzewaniu do prawdy i trudnej sztuce wybaczenia, która udowadnia, że na życiowe zmiany nigdy nie jest za późno.