„Życie Violette” Valérie Perrin to wzruszająca opowieść o bólu, stracie i żałobie, ale też o tym, że nigdy nie jest za późno, żeby zacząć wszystko od nowa. Chociaż z pozoru wydaje się zwykłą, niespiesznie płynącą historią, między kartkami skrywa wiele ważnych, życiowych lekcji i dla każdej z nas miało trochę inny wydźwięk.
Violette pracuje i mieszka na niewielkim burgundzkim cmentarzu. Opiekuje się grobami, dba o alejki i kwiaty, pielęgnuje niewielki ogródek i zawsze znajduje czas, żeby wysłuchać tych, którzy potrzebują rozmowy i pocieszenia. Jej garderoba podzielona jest na zimę – szare, ciemne okrycia, które zakłada wychodząc na zewnątrz, i lato – kolorowe, zwiewne sukienki, które ukrywa przed wzrokiem innych pod ciężkimi płaszczami. I nie jest to jedyna tajemnica Violette. Z każdym kolejnym rozdziałem lepiej poznajemy jej przeszłość i dowiadujemy się jak wiele życiowych zakrętów musiała pokonać, żeby znaleźć spokój i swoje miejsce.
Na spotkaniu klubowym zgodziłyśmy się, że najważniejszym przesłaniem „Życia Violette” jest to, żeby odnajdywać radość w drobiazgach, cieszyć się codziennością i doceniać złożoność życia, którego nieodłączną częścią – niezależnie od tego jak trudno jest nam to zaakceptować – jest śmierć.
Idealna książka-prezent dla wszystkich, którzy kochają „Amelię”.
Wydawnictwo Albatros
tłumaczenie Wojciech Gilewski

6 komentarzy
Joanna · sty 2024 o 4:24 pm
To kolejna książka o której ciężko mi pisać, tak mnie zachwyciła. Dopiero wczoraj ją skończyłam i tak mi dobrze na myśl o niej. Snuje się, płynie przez życie Violette od jej urodzin aż po dzień współczesny ale nie tylko ona jest tu bohaterką powieści. Wokół niej przewija się plejada różnych osób, począwszy od akuszerki, która nadaje jej imię poprzez męża, córkę i postaci poznane na cmentarzu.
Tak, na cmentarzu… Bo pewnego dnia Valérie przyjmuje pracę opiekunki cmentarnej.
Mamy tu narodziny i śmierć. Miłość i odrzucenie. Tragedie i drobne powody do ogromnego szczęścia.
A wszystko to w niespiesznym rytmie francuskiego filmu. Dialogi są tu oszczędne, narratorzy zmieniają się w zależności od bohatera rozdziału. Niektóre postaci kochamy od razu do innych czujemy niechęć ale odkrywamy warstwy ich życia i coraz lepiej rozumiemy ich motywy działania.
Przypomniały mi się moje wyjazdy do Francji, klimat południa tego kraju. Wrócę do tej książki na pewno. Takie powieści uwielbiam. Bardzo polecam 😊
Ewa Podgórna-Kopciuch · cze 2024 o 7:58 pm
Ta książka mnie zachwyciła. Violette mnie zachwyciła.
O czym jest ta książka? O życiu. O jego tragediach, żalach, smutkach, o stracie i żałobie.
Ale też o czerpaniu radości z drobiazgów, docenianiu codzienności i życiu mimo wszystko. I przede wszystkim o tym, że zawsze jest pora na nowy początek. Nawet gdy zaczyna się on na cmentarzu. I właśnie cmentarz może się okazać najwspanialszym miejscem na ziemi. Zarówno jego stali mieszkańcy jak i goście są czule i z miłością zaopiekowani przez Violette.
Czytanie tej książki przyniosło mi wiele radości, wiele wzruszeń i napełniło mnie spokojem. Polecam ją każdemu, kto potrzebuje otuchy i uspokojenia. Każdy skończy jej czytanie z uśmiechem na twarzy.
Aleks Makulska · sie 2024 o 9:20 am
Podczas czytania „Życia Violette” na przemian wzruszałam się i uśmiechałam (a czasem nawet parskałam śmiechem, chociażby przy scenie z monocyklem :)) ). Przy wielu fragmentach zatrzymywałam się na dłużej i zaginałam rogi kartek, żeby do nich wracać.
Nie sądziłam, że “Życie” aż tak mnie ujmie. Warto! Także, jeśli kochasz “Amelię”, bo na Klubowym spotkaniu ustaliłyśmy, że Violette jest równie uroczo “francuska”.
Eliza Stromińska · sty 2025 o 7:12 am
Czy jest tu ktoś, kto jeszcze nie czytał tego arcydzieła? Czy jest w Waszym czytelniczym życiu książka tak doskonała, której nigdy nie zapomnicie?
_______________________
„Życie Violette” to jedna z najpiękniejszych książek jakie w życiu przeczytałam. Valérie Perrin to fenomenalna pisarka. Potrafi jak nikt inny docenić życie i odnaleźć szczęście i radość w zwyczajnych codziennych czynnościach.
„Delektuję się życiem, piję je małymi łyczkami niczym herbatę jaśminową z miodem.”
„Każdy mój dzień to prezent od losu. Tak też mówię sobie codziennie rano, gdy otworzę oczy.”
Mam wrażenie, że cokolwiek bym o tej powieści napisała, to będzie za mało i nie będzie w stanie oddać emocji towarzyszących mi podczas lektury. Tych wszystkich wzruszeń, małych i dużych zachwytów, nostalgicznego klimatu, który jednak mimo wszystko pełen jest ciepła i nadziei. I ten język pełen głębi, tak bogaty i piękny, niemalże poetycki. Zachwycająca pod każdym względem.
Historia Violette utkana została z przeplatanych naprzemiennie młodzieńczych lat Violette i jej życia teraźniejszego, w którym doświadczona przez los kobieta podjęła się pracy jako dozorczyni cmentarza. Już od dziecka główna bohaterka nie miała łatwego życia. Porzucona przez matkę, wychowująca się w różnych rodzinach zastępczych, szukająca złudnego poczucia szczęścia w małżeństwie z Philippe. Kiedy rodzi córkę poznaje co to miłość, niestety dochodzi do tragedii, która zmienia wszystko. Wiele tu sekretów, które czym prędzej chcielibyśmy odkryć, lecz „Życie Violette” to książka niespieszna, refleksyjna i zaskakująca, przy której czytelnik delektuje się każdą stroną.
To historia, której nie zapomina się jeszcze długo po jej zakończeniu . Jako miłośniczka literatury chowam ją na dnie serca w szkatułce opatrzonej adnotacją „powieści zachwycające i niezapomniane”.
Po przeczytaniu „Cudownych lat” i „Zapomnianych niedziel” nie spodziewałam się, że debiut autorki zachwyci mnie tak bardzo.
Z pewnością większość z Was zna już tę książkę, a jeśli ktoś odkładał ją podobnie jak do niedawna ja, to zachęcam by sięgnąć po tę genialną i chwytającą za serce powieść.
Aleksandra Konstanciuk · mar 2025 o 12:48 pm
Violette Toussaint od 20 lat jest opiekunką i dozorczynią na cemntarzu. Autorka, Valerie Perrin dzieli się z nami jej historią prowadząc ją dwutorowo, przedstawiając jej przeszłość od przykrych narodzin, po nieszczęśliwe małżeństwo i olbrzymią tragedię oraz w czasach gdy jako doświadczona przez życie kobieta opiekuje się cmentarzem, nagrobkami, kwiatami i zwierzętami, dzieląc się przyjaźnią z osobami, które również tam pracują.
Violette dokładnie zna każdy zakamarek tego miejsca, wie kto gdzie spoczywa i zna historię z pochowkiem danych osób. Jej codzienność zmienia pojawienie się pewnego mężczyzny.
Do zamieszkania tam ze swoim mężem doprowadziły tragiczne wydarzenia, Philippe nie udźwignął tego ciężaru, już od początku ich znajomości, dopuszcza się zdrad, ucieka w przejażdżki motocyklem i w niczym nie pomaga swojej żonie by pewnego dnia po prostu zniknąć.
Kobieta mierzy się z tym wszystkim sama, z czasem zatraca się w żłobie i smutku i uczy się z nim żyć. Jej rany zostają rozdrapane by dowiedzieć się prawdy i ze spokojem zabliźnić.
Powieść jest jedną z najpiękniejszych, bardzo ciepła chociaż tak smutna. Pokochałam ją od samego początku, o miłości, tragedii oraz ogromnym smutku by odnaleźć swoje miejsce i ludzi oraz nadzieję i wiarę w jutro.
Autorka wspaniale opisała tą trudną historię. Była warta tych emocji i łez. Nie mogę doczekać się, aż przeczytam pozostałe powieści autorki.
Dominika Szymańska · lis 2025 o 8:15 pm
„Widzi pan, jaki piękny dzień dzisiaj mamy, upaja mnie piękno tego świata. Oczywiście, jest śmierć, smutek, słota, Święto Zmarłych, ale życie stale bierze górę. Zawsze w końcu przychodzi taki poranek, kiedy wstaje piękny dzień, a trawa odrasta na wypalonej ziemi”.
Gdybym miała podsumować jednym cytatem „Życie Violette”, wybrałabym właśnie ten.
Violette Toussaint od początku życia naznaczona jest nieszczęściem. Jej narodziny niemalże kończą się śmiercią. Choć cudem pozostaje żywa, od samego początku musi mierzyć się z porzuceniem i samotnością, tułając się przez całe dzieciństwo i wiek nastoletni od jednej rodziny zastępczej do drugiej. Nawet nazwisko przyjęte po mężu – toussaint z francuskiego oznacza Wszystkich Świętych – zwiastuje ponurą przyszłość.
Przez długie lata młodości losy Violette dalekie są od szczęśliwych. Kiedy młodej dziewczynie wydaje się, że w końcu jej przeznaczenie zaczyna się odmieniać, nadchodzi kolejny bolesny cios. I choć z biegiem lat otrzymuje ich jeszcze więcej, zdaje się jednocześnie czerpać z nich coraz więcej siły, by na przekór wszystkiemu przeżyć życie, które otrzymała, najlepiej jak to możliwe.
Po latach cierpień spokój i coś na kształt szczęścia Violette Toussaint odnajduje – o ironio – na cmentarzu, i to również dzięki tym po drugiej stronie, których groby regularnie dogląda. Przede wszystkim jednak na wyboistej drodze jej życia pojawiają się wreszcie osoby, które są jej życzliwe i przychylne, i to właśnie one sprawiają, że kobieta zaczyna na nowo wierzyć, że i ona zasługuje na szczęście.
Ta piękna, subtelna powieść to historia siły, determinacji i wiary, których nie jest w stanie pokonać żadna siła – nawet nieodwracalna moc śmierci. A może to właśnie śmierć w tym wszystkim najbardziej pcha nas do tego, by być – oddychać, cieszyć się każdym momentem, codziennością, piękną w swojej zwyczajności.
Konfucjusz powiedział: „Mamy dwa życia. To drugie zaczyna się wtedy, kiedy się zorientujemy, że mamy tylko jedno”, a opowieść Valérie Perrin zdaje się być pięknym potwierdzeniem tej nieśmiertelnej myśli.