„Złodziejka matek” Magdaleny Genow to nieoczywista historia o stawaniu się matką opowiedziana z perspektywy kobiety, która nie doświadczyła macierzyńskiego wsparcia i ciepła. To również nie przesłodzona historia o dorastaniu w latach ‘90-tych, o awansie społecznym i skomplikowanych relacjach między kobietami na różnych etapach życia.

“Wyczuwam matki na kilometr. Resztki budyniu pod paznokciami, dłonie pachnące majerankiem, zakalec na trwałej. Jak tylko zobaczę poduszki do marynarki biegnę kłaść na nich głowę. Przywiązuje się do każdej, która rodziła, która choć raz była miękka.”

Mała Emma chce stworzyć sobie nową mamę. Ulepić z kawałków znanych jej matek i zastąpić nią tę, która w jej życiu jest niemal nieobecna: matkę-artystkę, matkę-prorokinię, matkę cierpiącą na chorobę dwubiegunową, która próbuje zostawić małą Emmę w domu dziecka.

Dorosła Emma rodzi Olgę. Zupełnie nieprzygotowana do roli matki wraca we wspomnieniach do swojego dzieciństwa próbując odnaleźć się w nowej sytuacji i odszyfrować wzorce, którym powinna sprostać, jednocześnie nie zatracając własnej tożsamości.

„Złodziejka matek” Magdaleny Genow skłania do refleksji nad wielowątkowością macierzyństwa i relacjami między kobietami, które nas kształtują. To napisana pięknym językiem i angażująca emocjonalnie historia z wyrazistą bohaterką, która potrafi w równym stopniu budzić współczucie i zrozumienie, co irytować.

Na spotkaniu klubowym rozmawiałyśmy o otwartym zakończeniu i zastanawiałyśmy się jak je interpretować. Dyskutowałyśmy o uczuciach jakie budzi w nas Emma i zdania Klubowiczek były bardzo podzielone. Niektóre z nas przede wszystkim jej współczuły, inne irytowała. Doceniłyśmy piękny język „Złodziejki matek” i osadzenie historii w Poznaniu. I zgodziłyśmy się, że to historia, która na długo zostaje w głowie.

Wydawnictwo: Biuro Literackie


13 komentarzy

Katarzynapogodzinach · sie 2025 o 6:15 pm

Czy mnie porwała- tak. Ze względu na język, poetycki, symboliczny. Traktuję ją w kategorii prozy rozrachunkowej- jako próbę socjologicznego uchwycenia przemian Polski z okresu lat 90. W mojej ocenie “ciekawsze” były fragmenty o dorastaniu Emmy (pewnie ze względu na dorastanie w tych czasach :-)) Interesujące było również obserwowanie relacji babcia-wnuczka czy wątku nieobecnej matki i tego jak to później rezonuje na życiowe wybory. Główna bohaterka w obliczu sytuacji domowej- decyduje się również porzucić własną córkę.
Natomiast ta “dorosła” Emma mnie irytowała. Miała cały wachlarz możliwości materialnych i emocjonalnych, żeby zerwać z traumą pokoleniową. Jednak, gdzieś jest zbyt słaba, aby coś zmienić. Finalnie wraca do męża maminsynka i ni z gruchy, ni z pietruchy nawet pada propozycja kolejnego dziecka. Główna bohaterka jest jakby na rozdrożu- zresztą sama podsumowuje siebie w następujących słowach:
“Już nie byłam częścią tego obiecującego pokolenia, które miało zmienić świat”.
Książka rezonuje ze mną ze względu na wątki/rozterki związane wczesnym macierzyństwem- gdy kobieta jest non stop oceniania/krytykowana duży plus za próbę mniej/bardziej udaną uchwycenia samotności matek. Jak również za ukazanie lat 90-tych bez filtra.
Pewnie finalnie dałabym 10/10, ale dorosła Emma mnie wkurzała:-).7,5/10.
Dla każdej kobiety, żeby mogła świadomie zadecydować czy chce być matką

Monika Wereszczuk · sie 2025 o 10:16 am

Ratunku książka weszła mi do głowy.

„Złodziejka matek” to książka, która wchodzi do głowy i rozsadza ją pytaniami. Czym jest dzisiaj macierzyństwo? Kim jest matka? Ile matek mamy? Czy to dobrze chować się przed całym światem w objęciach matki drzew? Czy możemy podbierać mamę koleżance z klasy? Czy to już kradzież? Czy silne zapotrzebowanie na mamę obok? Jaka by nie była. By była.

Magdalena Genow opowiada nam Emmę. Dorosłą i dziecięcą. Zagubioną w teraźniejszości, unoszącą się w półmroku wspomnień. Wciąga nas w jej intymną i często bolesną przestrzeń, w której zabrakło mamy. Zabrała ją Emmie choroba dwubiegunowa. Ta podejmuje więc próby znalezienia jej zastępstwa w swoim otoczeniu, co najlepiej oddają słowa powieści „Wyczuwam matki na kilometr. Resztki budyniu pod paznokciami, dłonie pachnące majerankiem, zakalec na trwałej. Jak tylko zobaczę poduszki do marynarki, biegnę kłaść na nich głowę. Przywiązuje się do każdej, która rodziła, która choć raz była miękka.” Nie wiemy czy Emma zaspokoiła swoje zapotrzebowanie na mamę. Wiemy, że Emma sama mamą zostaje. Pokazuje nam swoje macierzyństwo takim jakie jest. Bez ubierania w piórka. Z ubieraniem w prawdę.

Wreszcie „Złodziejka matek” to najpiękniej napisana powieść jaką kiedykolwiek czytałam. Emma kradła matki. Ja miałam ochotę ukraść słowa. Skończyło się zaginaniem rogów.

Autorka stworzyła książkę, która wchodzi do głowy i rozsadza ją pytaniami. Nie daje odpowiedzi. Daje przestrzeń do przemyśleń i poetyckie zakończenie bez klucza. Otwiera na wiele trudnych tematów. A ja otworzę „Złodziejkę matek” z pewnością jeszcze wiele razy.

Kasia · sie 2025 o 5:14 pm

To poetycka opowieść o Emmie – dziewczynie dorastającej na poznańskiej Wildzie w latach 90., i dorosłej kobiecie, która zakłada własną rodzinę. Mała Emma wychowuje się bez ojca, z matką chorującą psychicznie, najczęściej będąc pod opieką babci lub szukając matczynego wsparcia u matki przyjaciółki.

Dorosła Emma pozornie ma wszystko – dobrze zarabiającego męża, córkę, ale przez doświadczenia z dzieciństwa i swoje ograniczenia nie potrafi odnaleźć się w życiu.
Bohaterka szuka matki w swojej rodzicielce, matkach koleżanek, w osobach, które spotyka na swojej drodze, a przede wszystkim w sobie, gdy zostaje matką Olgi. To okazuje się najtrudniejszym zadaniem. W jej małżeństwie rządzi teściowa, a mąż próbuje rozwiązywać wszystkie problemy, tworząc aplikacje. Emma nie wie, jak to jest mieć matkę, być matką, więc stara się sklejać ten obraz z doświadczeń, które podkradła.

Autorka oddała głos bohaterce, którą poznajemy poprzez przenikające się płaszczyzny czasowe. Pierwszoplanowa, fragmentaryczna narracja pomaga wczuć się w stan bohaterki. A jeśli ma się ochotę przytulić tę małą Emmę z blokowiska, to dorosła Emma zastanawia biernym płynięciem przez życie.

Znajdziemy tu także kolektywne doświadczenia pokolenia, którego dzieciństwo przypadło na lata 90. – całą dzikość, paździerz i kolor tego okresu, ale także lęki, które są wspólne w życiu dorosłym, jak strach przed katastrofą klimatyczną, a także wątki mniejszości seksualnych, społecznego rozwarstwienia i wyobrażeń o tym, jak powinno wyglądać macierzyństwo

To, co urzekło mnie w tej książce, to jej przepiękny język, trochę fragmentaryczna historia i scena z listą zakupów. Doceniam sposób konstrukcji tekstu i bohaterów, ale mimo to „Złodziejka…” nie skradła moich emocji.

Iwona Izdebska · sie 2025 o 7:14 pm

Dzień dobry 🙂

Dzisiaj przychodzę do Was z pierwszą recenzją książki przeczytanej w ramach KCC, czyli Klubu Czułej Czytelniczki do którego mam przyjemność należeć 😉

Tytuł: Złodziejka matek
Autor: Magdalena Genow @magdalena.genow
Wydawnictwo: Biuro Literackie @biuroliterackie
Ilość stron: 200
Gatunek: Literatura piękna. Powieść.

Nie słyszałam wcześniej o tej autorce, teraz jestem już po lekturze książki oraz poznaniu Magdaleny osobiście! Co było dla mnie totalnie wspaniałym wydarzeniem, mogłam zadawać pytania oraz dostałam wpis do książki ❤️
Było to możliwe na spotkaniu klubu na żywo.
Później było jeszcze spotkanie online, gdzie padło wiele fajnych pytań na które autorka odpowiadała bardzo chętnie, a co pomogło w pełni zrozumieć to co chciała przekazać nam w tej książce.

Wracając do pozycji, jest to książka napisana z dwóch perspektyw czasowych. Co sprawia, że na początku lektury ciężko się połapać kto jest kim i o co właściwie chodzi. Między innymi dlatego, że książka pisana jest w pierwszej osobie dodatkowo językiem prozy co akurat dla mnie było mega dużym plusem.
Pierwszej, małej Emmy, która dorastała w latach 90 i opisu tego z czym się zmagała, co jej się przytrafiało i co wpłynęło na jej dorosłość. Oraz czasów teraźniejszych w których Emma jest już dorosła i również ma swoje problemy wynikające z dzieciństwa.
Wspólny mianownik obu czasów to przyjaciółka Diana.
Możemy dokładnie prześledzić losy bohaterki, którą raz dążyłam sympatią i współczuciem, a nieraz jej zachowania i decyzje doprowadzały mnie do irytacji.
Świetnie czyta się opisy “smaczków” z lat 90, oraz rzeczy z którymi borykają się współczesne matki.

Książka, która mimo niełatwej tematyki, bo uważam że macierzyństwo nie jest łatwe jest napisana lekko, skłania do refleksji, oraz jest w niej miejsce by się pośmiać. Pokazuje jak trudno być matką nie mając dobrego wzorca, czy potrzeba posiadania dobrej matki albo chociaż takiej która jest obecna może sprawić że chce się ukraść cudzą?
Koniecznie zajrzycie do tej pozycji.
Bardzo gorąco polecam wszyskim 🙂

Karolina Sawka · sie 2025 o 6:27 am

„Nie wiem, czy schowałam się przed światem, czy to świat schował się przede mną.”

Emma jest matką. A gdy była dzieckiem, chętnie podkradała matkę swojej przyjaciółce, bo swoją osobistą widziała rzadko, a gdy już ją miała fizycznie obok siebie, to i tak nie było jej emocjonalnie.
Gdy zaś sama czuje ciężar macierzyństwa, nie zawsze jest w stanie go udźwignąć. Skomplikowana relacja z mężem, cień przeszłości i wizja niepewnej przyszłości – to kilka czynników, które składają nam w całość historię Emmy.

Ale nie tylko Emma jest tam ważna. „Złodziejka matek” Magdaleny Genow (7/10) to opowieść, która skupia się na postaciach drugoplanowych równie mocno. Autorka świetnie zarysowuje postać Diany – przyjaciółki Emmy, Karola – męża Emmy, jej babci, matki, matki „ukradzionej”, a nawet małej Olgi, która mimo zaledwie kilku lat, ma w sobie „to coś”.

„Złodziejkę matek” czytało mi się rewelacyjnie. Autorka ma lekkie, a zarazem poetyckie i angażujące czytelnika/czytelniczkę pióro. Książka nie jest długa, ale w moim odczuciu jest pełna treści. Dwie linie czasowe pomagają nam poznać główną bohaterkę głębiej, bardziej horyzontalnie.
Do tego choroba psychiczna jednej postaci, którą Autorka przedstawiła niezwykle realistycznie, za co kłaniam się nisko i dziękuję 😊

Polecam tę książkę wszystkim, którzy cenią sobie historie o ludziach. Ludziach, których spotykamy na klatce schodowej lub w drodze do osiedlowego kontenera na śmieci. Ludziach zwyczajnych, z problemami, z jakimi być może sami się zmagamy. Polecam też tę historię matkom, albo kobietom, które dopiero planują w tej roli być. Bo każda sytuacja ma jasne i nieco ciemniejsze strony. I warto zdawać sobie z tego sprawę.

    Aleksandra Konstanciuk · wrz 2025 o 9:02 am

    […] – Chcę inną mamę – wołam, aby nie wpadło jej do głowy to, co przed chwilą pomyślałam.

    – No to wybierz pieniądze ze skarbonki. Poszukamy”.

    Czy można ukraść sobie mamę? Albo chociaż pożyczyć? Tak na chwilę, tydzień lub jeden dzień? Żeby wiedzieć jak to jest inaczej. Każdy z nas ma mamę, ale nie zawsze świat rozdaje dobre karty i jest tak jak moglibyśmy sobie wymarzyć.

    Magdalena Genow w swojej książce „Złodziejka matek” przedstawia nam Emmę z perspektywy dziecka i otaczającego ją świata lat 90 oraz jako dorosłą kobietę, która ma męża i potomstwo. Jako mała dziewczynka była wychowywana w większości przez babcię, nie wiedziała kim był jej ojciec, a matka przez swoją chorobę psychiczną była ciągle niedostępna fizycznie i uczuciowo. Zdecydowanie kierowała kroki do domu najbliższej przyjaciółki i pragnieniu posiadania takiej mamy jak ona i podkradała do serca chwile z niespokrewnioną kobietą.

    Mając własną córeczkę ona czuje, że coś zaczyna się dziać, coś jest w nie w porządku, a bliscy, którzy ją otaczają w żaden sposób jej nie pomagają. Osamotniona, przytłoczona w nowej roli z piętnem choroby uczy się nowej rzeczywistości i chociaż idzie jej to bardzo ciężko to wierzę, że kocha swoją córeczkę już od samego początku.

    „ Nikt mi nie mówił, że macierzyństwo jest rodzajem halucynacji, a matki małych dzieci to chodzące zombiaki”.

    Jestem mamą trzyletniej córeczki, dziewczyną urodzoną w latach 90 i nie mogłabym bardziej się utożsamiać z główną bohaterką. Książka to jest prawdziwa, przepięknie napisana poetycka kapsuła czasu, w którą wsiąkłam całą sobą. Emmie odrywane są cząstki własnego ja, a pozostawiona sama sobie radzi sobie coraz gorzej chociaż tak mocno spełniałaby się jako mama gdyby tylko ktoś wyciągnął do niej dłoń i powiedział „widzę cię” Bo ona chce być ważna i zauważona przez tych, którzy powinni ją kochać od dziecięcych lat. Jest to trudna książka, ale za to jak ważna. Powoli wyłuskiwałam każde zdania, znalazła miejsce w moim sercu i szczerze będę polecać.

Beata Banaszczyk · sie 2025 o 8:56 am

Historia Emmy, która stara się uporać z przeszłością. W momencie, kiedy ją poznajemy, jest mamą Olgi i próbuje się odnaleźć w tej roli, choć jej relacja z własną matką jest skomplikowana i naznaczona traumą. Została wychowana głównie przez babcię.

Jej postać poznajemy z dwóch perspektyw – współczesnej, w której towarzyszymy jej w próbie wychowania dzieci, relacjach z mężem, przyjaciółkach oraz konfliktach z teściową.

Historia Emmy to również jej dzieciństwo i relacja z ciągle znikającą matką, którą trudno nazwać ciepłą. A to wszystko osadzone w latach 90. Moim zdaniem Magda ukazała klimat tamtego okresu idealnie. Ja również dorastałam wtedy i poczułam przyjemny flashback do tamtego czasu – szczególnie mam na myśli odkurzacz „Teksas”, którego pokaz miałam okazję obserwować u mnie w domu 😉

Czy można nazwać tę książkę przyjemną lekturą? Obawiam się, że nie, mimo że pochłonęłam ją bardzo szybko.

To opowieść o macierzyństwie pokazanym bezkompromisowo – razem z wadami i trudnymi emocjami.

Osobiście nie mogę przejść obojętnie obok wątku przyjaźni głównej bohaterki i Diany. Czytając, miałam wrażenie, że nie ma jednocześnie tak trudnej, a zarazem tak łatwej relacji między nimi. Balansowały na granicy czułości i dystansu. Ich dorastanie i dojrzewanie było blisko siebie, ale wraz z upływem czasu oczekiwania wobec tej przyjaźni były nie do spełnienia, więc nie mogły zrobić nic więcej ponad zaakceptowanie stanu faktycznego.

Całość spaja piękny, poetycki język, który prowadzi czytelnika przez historię bohaterki jak mocna nić, z fascynującym zakończeniem!

P.S. Razem z fabułą poznajemy również Poznań, a dokładniej jego część – Wildę. Chyba czas ruszyć na wycieczkę śladami książki 😉

Anna Gąsiorowska · sie 2025 o 6:12 pm

Czy można nauczyć się być matką, gdy samemu nigdy się jej nie miało?

Poznajcie Emmę – główną bohaterkę. Dziś żonę, matkę, synową, przyjaciółkę, córkę ale przede wszystkim kobietę, która wciąż poszukuje własnej tożsamości i próbuje odnaleźć się w codzienności.

Dzięki dwóm planom czasowym cofamy się do dzieciństwa Emmy i Poznania lat 90., gdzie przyszło jej dorastać. Mała Emma wychowywała się bez ojca, z matką zmagającą się z chorobą psychiczną. Jej dzieciństwo było dalekie od stabilnego i bezpiecznego – mama pojawiała się i znikała, a dziewczynką najczęściej opiekowała się babcia. Emma, spragniona ciepła i bliskości, chętnie „podkradała” mamę swojej przyjaciółki Diany, wyobrażając sobie, jak to jest być jej córką. Myślała również, żeby kupić sobie nową mamę. Na każdym kroku wyczuwała matki.

Dziś sama jest matką. Jej życie pozornie wydaje się poukładane i szczęśliwe. Ale w rzeczywistości Emma nie umie w życie. Nigdy nie miała obecnej matki i nie wie jak być matką dla swojej córki. Szuka jej w sobie – bezskutecznie. Wciąż towarzyszy jej cień przeszłości, a przyszłość jawi się niepewna i chwiejna, podobnie jak los całej planety.

„Złodziejka matek” to literacka uczta – krótkie, poetyckie rozdziały pełne metafor i głębi. Przez książkę się płynie. Jest cienka, a jednocześnie niezwykle treściwa. Momentami wydawała mi się niezrozumiała, ale właśnie dzięki temu skłania do zatrzymania się, refleksji i własnych interpretacji.
Podobały mi się opisy lat 90-tych oraz przemyślenia dorastającej Emmy. Ciężej było mi zrozumieć i utożsamić się z dorosłą już Emmą współcześnie. Pomimo tego, książka jest mi bliska z racji na poruszane tematy m.in. trudnego dzieciństwa i relacji z matką. To historia dla każdej kobiety – nie tylko dla matek, ale przede wszystkim dla córek. W poruszający sposób ukazuje ciężar życia z chorobą psychiczną – zarówno dla osoby nią dotkniętej, jak i dla jej bliskich.

Aga Szukuć · wrz 2025 o 6:12 pm

Książka „Złodziejka matek” Magdaleny Genow skusiła mnie głównie tym, kim jest jej autorka, samym tytułem oraz sentymentalnymi wycieczkami do czasów mojej młodości. To miała być emocjonalna przygoda. Wszyscy elementy składowe mi odpowiadały. A jednak okazało się, że choć spodobała mi się historia, język tej książki i ja nadajemy na całkiem innych falach. To tak jak w muzyce – ja słucham metalu, czasem ktoś puści mi kawałek jazzowy, nawet obiektywnie mogę stwierdzić, że fajny, ale moje serce pika w innym rytmie (co nie zmienia faktu, że Magdalena Genow to bardzo interesujący człowiek, który ma coś do powiedzenia).

Na początek muszę pokreślić, jak trafny jest tytuł tej powieści. Czy tego chcemy czy nie, matki, które są bądź ich nie ma definiują przyszłość swoich dzieci. Matczyne emocje są jak tatuaż na naszej duszy. Możemy naszej matki nienawidzić lub wielbić – relacja między dzieckiem a rodzicielką ma ogromny wpływ. Emma, główna bohaterka tej historii, swojej matki miała tak mało, dlatego staje się etatową złodziejką matek, żebrze o odrobinę uczucia, przykleja się jak rzep do matek koleżanek, a potem gdy sama ma dzieci, próbuje z tych szczątek wspomnień i obserwacji innych kobiet ulepić swoją wersję matki. Nie oceniam Emmy jako mamy (i innych kobiet w tej kwestii też nie chcę oceniać), ale doceniam jej walkę o stworzenie czegoś z niczego. Tu muszę podkreślić, że matka Emmy to moja ulubiona postać – nie dlatego, że jest fajna, raczej fascynuje mnie jej droga, szukanie czegoś w religii, duchowości. Nie wiemy czy była szalona czy nieszczęśliwa czy tylko egoistyczna. To postać zagadka.

Znacznie mniej tajemnicza była dla mnie Emma i jej przyjaciółka Diana. Obie kobiety były jakby zbiorem stereotypów. Wiem, że takich osób nie brakuje w naszym otoczeniu, ale wierzę, że jesteśmy czymś więcej niż układanką złożoną z typowych zachowań. Jasne co druga osoba w moim bloku ma Thermomix (ja nie mam, nie zamierzam, jestem dumną posiadaczką blendera i dwóch sprawnych rąk), ludzie rzeczywiście odczuwają niepokój ekologiczny, mamy te maty piankowe i koty, z którymi rozmawiamy tak samo jak z innymi członkami rodziny (popieram!). Sęk w tym, że w naszej heroince (i przy okazji jej przyjaciółce) nie było ani jednej osobliwej cechy, tego czegoś co wyróżnia każdego człowieka. Czy to problem? Pewnie nie, ale oczekiwałam czegoś innego. Autentycznych ludzi, czegoś bardziej wypukłego.

Język książki jest poetycki. I właściwie to było fajne. Życie jest często takie prozaiczne. Nie zaszkodzi nam odrobina poezji. Nawiązania do przyrody, do tego, że może czas zacząć od nowa – polubiłam te aspekty „Złodziejki matek”. Wbrew pozorom (przynajmniej dla mnie) to pozytywna opowieść. Macierzyństwo to siła, coś pierwotnego. Nasza potrzeba bliskości, drugiego człowieka, miłości rodziców, u niektórych posiadania dzieci – tyle w tym mocy. Robimy dużo głupich rzeczy, a jeszcze więcej okrutnych, ale nasza podświadoma wola przetrwania jest chyba niezniszczalna.

Nie wiem czy takie przesłanie chciała nieść Magdalena, ale po przeczytaniu tej książki miałam ochotę krzyknąć – nie decydujmy się na dzieci, jeśli nie wiemy, czy tego chcemy. Nie upatrujmy w małym człowieku ratunku dla naszej pustki. I przede wszystkim żyjmy. Emma pozornie ma wszystko, a i ona i jej mąż patrzą na każdy nowy dzień jak smutny obowiązek do odhaczenia. Ich małżeństwo (i chyba ogólnie cała ta historia) jest pozbawiona radości. Choć ciężko go znaleźć, musimy mieć jakiś cel, aby nie dać się pochłonąć tej otchłani społecznych oczekiwań, naszych lęków i rozczarowań.

Mam świadomość tego, że powieść „Złodziejka matek” porusza też temat zaburzeń psychologicznych, które z pewnością miały wpływ na losy bohaterów. Nie będę jednak diagnozować Emmy – nie mam do tego kompetencji, a dziewczyna i bez moich wynurzeń ma dość zmartwień.

Joanna Szałkowska · paź 2025 o 8:24 am

Emma teraz, w swoim dorosłym życiu, jest matką. Ale kiedyś, gdy była dzieckiem, podkradała matkę swojej przyjaciółce, bo swojej własnej prawie nie miała.

Historia jest napisana z dwóch perspektyw: teraz i dzieciństwo Emmy, wczesne lata 90. Widzimy, jak Emma dorasta, poznaje Karola – swojego męża, obserwujemy jak relacje z Dianą – jej przyjaciółką z dzieciństwa, się zmieniają. Jak zmienia się Emma, jej sposób bycia, próby dopasowania się do innych.

Miałam wrażenie, że Emma próbuje być najlepszą mamą, zgodnie ze współczesnymi oczekiwaniami. Mało tego, sama sobie również narzuca duże wymagania, a tak naprawdę wydaje się być nieprzygotowana do tej roli. Jak w pogoni za trendami i swoimi wyobrażeniami, próbuje odnaleźć siebie, również w relacjach z innymi, w tym z innymi kobietami (a nie wszystkie są matkami).

Emmę można raz lubić, a raz nie. Czasami współczuć, a czasami sie złościć i totalnie nie rozumieć. Samo zakończenie jest otwarte i może być świetnym wyjściem do arcyciekawej dyskusji (taką odbyłyśmy w KCC), z różnymi interpretacjami i odczuciami.

Język, którym została napisana – niesamowity! czyta się świetnie. Nie bójcie się krótkich zdań czy zaburzonej chronologii – czyta się naprawdę szybko. Wielkim plusem kreacja bohaterek drugo czy trzecioplanowych: trudno o nich zapomnieć.

Jednocześnie pozostaję z mieszanymi uczuciami po tej lekturze. Bohaterki za bardzo nie polubiłam, ale całość zmusza do refleksji. Myślę, że kiedyś przeczytam ją ponownie.

    Eliza Stromińska · paź 2025 o 10:24 am

    Czy zdarza Wam się, że już sam tytuł książki budzi w Was jakieś skojarzenia odnośnie klimatu powieści? A jednak w trakcie czytania lektura zaskakuje klimatem innym niż się spodziewaliście? Jaki tytuł ostatnio Was zaskoczył?
    ___________________________________
    W sierpniu w @klubczulejczytelniczki czytałyśmy prozę Magdaleny Genow „Złodziejka matek”.
    Autorka opowiada historię młodej kobiety Emmy, rozdartej między przeszłością, a teraźniejszością zwłaszcza w kontekście macierzyństwa, którego doświadcza. Bohaterka podejmuje także liczne próby zrozumienia swojej własnej matki, która w większości zarówno fizycznie jak i emocjonalnie była nieobecna. Emma nie znała też swojego ojca i właściwie wychowywana była przez babcię.

    Już z pierwszych stron książki dowiadujemy się, że Emma chce mieć „inną mamę”. Jako mała dziewczynka kradnie matki innym koleżankom, swojej przyjaciółce Dianie i nawet jako dorosła kobieta nie ustaje w poszukiwaniu tej „lepszej”.
    Dlaczego wciąż szuka i „czepia się” cudzych matek? Emma doświadcza samotności, a pożyczanie matek staje się sposobem na leczenie tej pustki i uzupełnianie braku własnej matki. Autorka skłania czytelnika do refleksji nad tym, czy można „ukraść” macierzyństwo, czy to macierzyństwo „kradnie” nas. Wystarczy rzucić okiem na przemyślenia głównej bohaterki: „Raz dziennie przeglądam swój profil na Instagramie i Facebooku. Cały. Od początku do końca. Nie chcę zapominać, że pod „mama” kryło się kiedyś imię.”

    Jednak pomimo tego co ukształtowało bohaterkę, pomimo trudności z uciszeniem demonów dzieciństwa i doświadczania wielu sprzecznych emocji wobec rodzicielstwa, dorosła Emma uczy się kochać swoją córkę Olgę, uczy się być z nią.

    Wbrew moim pierwszym skojarzeniom odnośnie klimatu powieści, książka ta nie jest „wyciskaczem łez” o macierzyństwie, ale szczerą, intrygującą, a chwilami szokującą historią, która porusza i zachęca do refleksji. Napisana pięknym językiem, w którym realizm splata się z liryczną wrażliwością, więc jeśli lubicie pozachwycać się dobrą literaturą, to polecam „Złodziejkę matek”.

Sylwia Duda · paź 2025 o 9:27 am

Aleks z Klubu Czułej Czytelniczki* zaskakuje wyborem książek miesiąca. Każda powieść niesie ze sobą ważny przekaz i temat do przemyśleń, które można obracać w głowie długi czas na różne sposoby, przyglądać im się z przeróżnych perspektyw i zawsze widzimy coś więcej, inaczej.

Lubię sięgnąć w literaturze po nieznane, odmienne. Taka jest „Złodziejka matek”. Przez pierwsze strony oswajałam się z jej strukturą, skokami, metaforami. W tę opowieść trzeba wpłynąć, a potem słowa niosą same, chociaż może to bardziej podwodne dryfowanie.

Książka Magdy Genow odczarowuje zarówno macierzyństwo jak i dzieciństwo lat dziewięćdziesiątych. Przywołuje wspomnienia z trzepaka, plakaty z Bravo i zieloną gumę szok. W tle Christina Aguilera przy wtórze Spajsetek i chórku chłopaków z N’Sync. Historie porzuconych córek, ale też niewystarczających matek, pełne niespełnionych oczekiwań.

Emma zostaje matką. Wraca do wspomnień ze swojego rodzinnego domu, porzucona przez swoją rodzicielkę, wychowywana przez babkę. Pozbawiona ojcowskiej miłości. Określa relacje rodzinne jako „bezkrwawe i bezdotykowe”. Dziewczyna ma zdolność do kolekcjonowania innych matek. Myślę, że służyło to budowaniu jej matczynej tożsamości, ustaleniu wzorców, których została pozbawiona przez nieobecnych rodziców.
Bardzo podobał mi się wątek z przyjaciółką Emmy, Dianą. Ich więź i wspólne dorastanie. W tle matka Diany, Elwira. A jaki dom stworzy Emma? Czy pozostanie jej czysta kuchenka indukcyjna i brak ciepłego obiadu? Czy odnajdzie się w swojej roli?

Słowa z kartek opowieści Magdaleny Genow zostają w głowie na długo.

Ewa Podgórna-Kopciuch · paź 2025 o 11:15 am

Książka nieduża, a jednak wielka. Nie dla każdego, ale kobiety powinny ją przeczytać. Niełatwo się ją czyta, ale język zachwyca.
Opowieść o dzieciństwie w latach dziewięćdziesiątych i o brakach. O braku obecności matki w życiu, o braku miłości, czułości. O braku więzi, opieki. O pustce w życiu dziecka, która tak naprawdę nigdy się nie wypełnia.
A druga historia- to o tej samej dziewczynie, ale już dorosłej. To ona zostaje matką i chce zapewnić swojej córce to wszystko, czego sama nie otrzymała. Ale nie potrafi. W dzieciństwie radziła sobie jak umiała. „Podkradała” matki koleżankom. Cudzy uśmiech, ciepły dotyk, dobry obiad- to były dla niej wyróżniki matki.
W dorosłym życiu co ma robić? Już nie czuję potrzeby kradzieży, a narzucająca się teściowa wręcz odpycha. Ze strony męża nie ma podpory. Chce uciec. Ale jest jej córka. I ona powinna się stać jej drabiną. Razem powinny wzrastać. Zakończenie jest takie otwarte. Ja je interpretuję optymistycznie. I mam nadzieję, że Emma i Olga ruszą dalej w życie, trzymając się za ręce.

Dodaj recenzję

Avatar placeholder