„Jedyna córka” Guadalupe Nettel to opowieść jednocześnie o nadziei i jej braku, o tym, że miłość pojawia się w najbardziej nieoczekiwany sposób i o tym, że w każdej chwili wszystko może się zmienić. Na dobre i na złe.
Współczesny Meksyk.
Przyjaciółki Laura i Alina bardzo sceptycznie podchodzą do macierzyństwa. Chcą rozwijać się zawodowo, dobrze zarabiać, podróżować i być niezależne. Laura poddaje się nawet zabiegowi podwiązania jajowodów.
Ale nagle Alina zmienia zdanie.
Razem ze swoim partnerem Aureliem pragną zostać rodzicami. Niestety gdy w końcu udaje im się zajść w ciążę, otrzymują druzgocącą wiadomość – dziecko cierpi na rzadką chorobę genetyczną i nie ma szans na przeżycie po porodzie. Alina, Aurelio i wspierająca ich Laura przygotowują się na najgorsze, ale okazuje się, że życie pisze czasem najbardziej zaskakujące scenariusze.
„Jedyna córka” Guadalupe Netel to historia, która głęboko wchodzi pod skórę.
Dotyka najtrudniejszych aspektów macierzyństwa, kobiecości i przyjaźni. To opowieść jednocześnie o nadziei i jej braku, o tym, że miłość pojawia się w najbardziej nieoczekiwany sposób i o tym, że w każdej chwili wszystko może się zmienić. Na dobre i na złe.
Inspiracją do napisania “Jedynej córki” była dla Guadlupe Nettle historia jej przyjaciółki.
Na spotkaniu klubowym rozmawiałyśmy o macierzyństwie i bezdzietności z wyboru, o skomplikowanych relacjach między kobietami i o tym, że rodzina może mieć różne oblicza. Zgodziłyśmy się, że „Jedyna córka” Guadalupe Nettle to książka o siostrzeństwie i akceptowaniu swoich wyborów.
Wiele Klubowiczek ujął wątek Laury i Nicolasa.
Poruszyłyśmy również temat świadomego macierzyństwa, decydowanie się na dziecko z pełną świadomością tego, że nie zawsze wszystko może iść po naszej myśli.
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Tłumaczenie Barbara Bardadyn

7 komentarzy
Katarzynapogodzinach · paź 2025 o 7:58 pm
Są takie pozycje książkowe, które wypada znać i trzeba przeczytać, ponieważ są do szpiku kości prawdziwe w narracji. Dodatkowo wyróżnia je fakt, iż pozwalają niewiastom na decydowanie o własnym ciele/ płodności i oddają prawo głosu kobietom :-)) Jedną z takich pozycji jest Jedyna Córka. Zatem zapraszam na moją opinię o tejże powieści.
Emocje po jej przeczytaniu długo we mnie rezonowały ze względu na dość spory ciężar emocjonalny i realność opisywanych scen.
Wszak każda z Nas na pewnym etapie życia musi sobie odpowiedzieć na pytanie- jaka droga jest jej pisana i będzie odpowiednia- szczególnie w kontekście świadomego planowania macierzyństwa czy też ŚWIADOMEJ bezdzietności. W Jedynej Córce autorka zdaje się pokazać, że każda z tych decyzji niesie swoje konsekwencje. Jednocześnie pokazuje, iż jeśli nie ulegamy presji otoczenia czy też partnera i żyjemy w zgodzie ze sobą to nie ma znaczenia czy posiadasz dziecko czy nie. Autorka nie stygmatyzuje/gloryfikuje żadnej ze stron i to jest w tym wszystkim piękne. Bezstronność i poszanowanie wyboru.
A jeśli chcecie poznać historię trzech kobiet i ich drogi do podjęcia decyzji to musicie sięgnąć po tę książkę. Gdyż pokazuje ona cały wachlarz emocji od wieloletnich starań o ciążę aż po decyzję o podwiązaniu jajowodów czy też zmagania z opieką nad ciężko chorym dzieckiem.
Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić to do zbyt sielankowego moim zdaniem zakończenia.
Finalnie 8,5/10
Książkę czytałyśmy w klubie w październiku 25.
#ciało#dzietnosc#bezdzietnosc#świadomywybór#bookstagram#booklover#krotkozwiezleinatemat
Kasia · paź 2025 o 11:39 am
„Nie istnieje jednak żadne słowo określające rodziców, którzy tracą swoje pociechy (…) Jest to coś tak strasznego, tak nieakceptowalnego, że postanowiliśmy tego nie nazywać.”
“Jedyna córka Guadalupe Nettel to książka o niewielkiej objętości, ale o ogromnej wadze. To przede wszystkim książka o wyborach i macierzyństwie, które nigdy nie jest jednorodne i oczywiste.
Laura i Anita to dwie przyjaciółki przekonane, że nie chcą mieć dzieci. Laura jest tak pewna swojej decyzji, że poddaje się zabiegowi uniemożliwiającemu jej zajście w ciążę. Anita z czasem zmienia zdanie, ale w trakcie ciąży dowiaduje się, że jej córka nie ma szans na przeżycie.
Nettel stosuje ciekawy zabieg narracyjny – całą historię poznajemy z perspektywy Laury. Jej opowieść, pozbawiona sentymentalizmu i tanich emocji, ma wręcz reporterski ton. Laura relacjonuje nie tylko losy Anity, ale też swojej sąsiadki Doris – samotnej matki zmagającej się z własną depresją i agresją syna.
To również książka o wspólnocie i siostrzeństwie. Choć Laura sama nie chce być matką, staje oko w oko z macierzyństwem. Jej własne poglądy na posiadanie potomstwa nie stoją na przeszkodzie, aby być prawdziwym wsparciem dla Anity i Doris w ich trudnych wyborach i drogach, jakimi podążają.
Język powieści jest prosty, intymny i niezwykle czuły. Mimo ciężaru tematów, książkę czyta się lekko. Ogromnie podobało mi się wplecenie wątku gołębi wijących gniazdo na balkonie Laury i jej obserwacje ptasiej rodziny.
Nie bez znaczenia jest też tło – Meksyk, kraj przesiąknięty kulturą machismo, z nierównym dostępem do opieki medycznej i przemocą wobec kobiet, które boją się wychodzić na ulicę. Feministyczny ton tej powieści wybrzmiewa nie tylko w wątku o kobiecej organizacji, ale przede wszystkim w przesłaniu: pomóc drugiej kobiecie bez oceniania jej wyborów
“Jedyna córka” to niezwykle przejmująca powieść.
Sylwia Duda · lis 2025 o 4:59 pm
Przeczytałam kolejną cudowną opowieść w Klubie Czułej Czytelniczki.
Pierwsza moja myśl: o nie! nie moje, nie dla mnie i chyba za ciężkie: bezdzietność z wyboru, macierzyństwo. To pierwsze hasła rzucone przez powieść Guadalupe Nettel. Ale to tylko pozory tej książki, bo dotyka ona innych tematów. Dla mnie jest przede wszystkim o mocy kobiecych kręgów, o bezwarunkowej przyjaźni.
Główne wątki toczą się wokół dwóch przyjaciółek – narratorki Laury i jej siostry z wyboru Aliny. W młodości połączyły je poglądy i podejście do życia. Obie zadeklarowały, że nie chcą mieć dzieci. Laura zrobiła radykalne kroki, aby jeszcze bardziej osiąść w swojej decyzji, kroki medyczne. Ale Alina dojrzewa i zmienia zdanie. Wraz z mężem zaczynają pierwszą rundę w ich ringu rodzicielstwa: walkę z niepłodnością. Po pierwszej wygranej przychodzi jednak kolejny cios w drugiej rundzie: diagnoza, że ich córka umrze tuż po porodzie.
W tej opowieści jest więcej, niż historia dwóch kobiet i ich stosunku do macierzyństwa.
Jest też Doris, która samotnie wychowuje syna. Nicolas, mimo całej miłości dziecka do matki, sprawia ogromne problemy. Historia tej dwójki, powiązana z Laurą, też porusza serce.
Ale najbardziej kocham wątek pary gołębi z balkonu Laury, początkową walkę a później te wszystkie jej obserwacje ptasiej rodziny. Odlot i powrót.
To książka, która zostawia nadzieję i ciepło, a charakteru bohaterkom nadają podrzucane przez autorkę tytuły czytanych przez nie książek czy tworzone playlisty. Za podsumowanie mogą służyć słowa jednej z bohaterek, o tym, że wszystko co nam się przydarza, jest potrzebne:
jest po to, żeby nas czegoś nauczyć.
Ewa Podgórna-Kopciuch · lis 2025 o 12:46 pm
Książka wzbudza wiele emocji. Opowiada o różnych aspektach macierzyństwa.
Laura nie chce mieć dzieci i dokonuje zabiegu podwiązania jajowodów.
Alina, która też nie chciała dzieci, zmienia zdanie. Próbuje zajść w ciążę poddając się różnym terapiom. Udaje się, ale od razu słyszy wyrok, że córka umrze od razu po porodzie.
Doris ma kilkuletniego syna i jest w tym sama. Jest kobietą po przejściach, zmaga się z depresją i napadami agresji ze strony syna.
Dwie matki o bardzo różnej sytuacji życiowej. I ta trzecia, niematka, która pomaga pozostałym.
I wiele pytań. Czy to, że nie chcesz mieć dzieci zawsze świadczy, że jesteś egoistką?
Czy to, że twoje dziecko nigdy nie będzie sprawne fizycznie ani intelektualnie powoduje, że go nie kochasz i pragniesz jego śmierci?
Czy to, że jesteś chora i nie potrafisz zaopiekować się swoim dzieckiem, świadczy, że jesteś złą matką?
Wiele jeszcze pytań nasunęło mi się przy lekturze. Koło tej książki nie da się przejść obojętnie. Jest bardzo prawdziwa i porusza autentyczne wątki. Bo ile kobiet i matek, tyle historii.
Aleksandra Konstanciuk · lis 2025 o 9:30 pm
„ – To bardzo dziwne, nie sądzisz? Dlaczego chciałby żyć ktoś, kto nigdy tego nie robił”?
Historia opowiedziana z perspektywy Laury mieszkającej w Meksyku o różnych obliczach macierzyństwa. Główna bohaterka nie chce mieć dzieci, Alina, jej najbliższa przyjaciółka zachodzi w wyczekiwaną ciąże, ale na końcu ciąży lekarze mówią, że jej córka zaraz po porodzie umrze. Trzecią bohaterką jest Alina, samotna matka wychowująca kilkuletniego, wymagającego chłopca.
Laura czuje się poszkodowana, zdradzona otaczającymi ją zmianami i nasycona przekonaniem jak źle wygląda świat matek. Na samym początku „Jedynej córki” przedstawia nam macierzyństwo jako ciężar i to jakim balastem jest dziecko. Na całe szczęście w miarę czytania okazuje się, że Guadalupe Nettel napisała powieść, która nie jest tendencyjna, bo Laura się zmienia i kiedy ma możliwość poznania tego świata i otwiera się na niego z ogromem pomocy i empatii. Zmienia się w przyjaciółkę, którą każdemu można życzyć.
Nie dla wszystkich posiadanie dzieci to od razu ciężar, życie rzeczywiście się zmienia, ale zdecydowanie w większości na lepsze. Uogólniam ponieważ w książce mamy do czynienia z ludźmi uprzywilejowanymi, nie pozostawionych samym sobie z niepełnosprawnością, których stać na opiekę, a przede wszystkim są razem.
Wiele refleksyjnych i dyskusyjnych wątków. W świecie gdzie inni narzucają życie nie patrząc na konsekwencje jest to pozycja, którą trzeba koniecznie przeczytać.
W dzisiejszych czasach macierzyństwo jest punktem spornym w wielu dyskusjach, rodzinach i przyjaźniach. Społeczeństwo bardzo naciska i wpływa na decyzje rozdzielając kobiety, silnie oddziałuje sortując na lepsze i gorsze, a przecież można w taki sam sposób pożądać macierzyństwa jak i pragnąć nie bycia w nim. Można także zmienić zdanie bo jest to masa wszelakich czynników. Wszystkim jednak należy się wzajemny szacunek, tak samo jak i dzieciom, które biorą w tym udział, a decyzji same nie podjęły. Będę podtrzymywać szkodliwość zdania – nie lubię dzieci. To nie dzieci się nie lubi, tylko ich zachowania. Jakbym głośno powiedziała, że nie lubię danej grupy społecznej przez ich orientacje, wygląd czy choroby to świat by mnie zjadł, a dzieci nie mają jak się bronić.
Anna Gąsiorowska · lis 2025 o 7:45 pm
Książka października – „Jedyna córka”. To poruszająca, wielowątkowa opowieść o macierzyństwie, przyjaźni, stracie i poszukiwaniu siebie.
Z pozoru to historia dwóch kobiet i ich różnych spojrzeń na macierzyństwo i posiadanie dzieci. Dwie przyjaciółki, które nigdy nie planowały dzieci, aż do momentu, gdy u jednej z nich perspektywa się zmienia. Alina pragnie założyć rodzinę ze swoim partnerem lecz przez dłuższy czas im się to nie udaje. Gdy wreszcie to się dzieje, radość szybko ustępuje miejsca rozpaczy – diagnoza i oczekiwanie na pożegnanie swojej nienarodzonej córki. Autorka przybliża nam myśli i emocje Aliny w obliczu żałoby i niepewnej przyszłości. Momentami czułam, że Alina bardzo zamknęła się w sobie, wypierała fakty i skupiała się tylko na tu i teraz. To wydawał się być jej sposób radzenia sobie z tym co nieuniknione. Błędne przewidywania lekarzy, opieka nad chorą córeczką i ciągłe życie w niepewności sprawiły, że Alina zaczęła się emocjonalnie dystansować i chronić przed przywiązaniem.
Laura na samym początku książki została przedstawiona jako radykalna feministka wręcz brzydząca się dziećmi co wydało mi się przesadzone a nawet sztuczne. Miałam wrażenie, że pod tą maską kryją się lęk, niepewność i brak zgody na samą siebie. Choć sama nie zapragnęła mieć własnych dzieci, jej stosunek do nich uległ mocnej zmianie. Z zaangażowaniem i empatią wspierała przyjaciółkę i jej chorą córeczkę, a także opiekowała się synem cierpiącej na depresję sąsiadki i nią samą. Bardzo polubiłam Laurę. Jej charakter i wrażliwość. Dzięki zaistniałym sytuacjom, odniosłam wrażenie, że dojrzała dzięki czemu lepiej mogła poznać samą siebie i swoje potrzeby. Relacja jej i Nicolasa, syna sąsiadki, była pełna empatii i czułości.
Mimo trudnej tematyki – książkę czytało się szybko i przyjemnie. Przystępny język i krótkie rozdziały tylko to ułatwiały. Książka bardzo mi się podobała mimo, że nie wywołała głębszych emocji.
Katarzyna Olborska-Leśniak · lis 2025 o 2:54 pm
Guadelupe Nettel, „Jedyna córka”, przekład: Barbara Bardadyn, wydawnictwo Bo.wiem
Mówi się, że matka jest tylko jedna. I na tą jedną osobę spadają zwykłe trudy związane z wychowaniem dziecka. Guadelupe Nettel w swojej książce nie owija w bawełnę, ale też nie ocenia postaw kobiet.
Współczesny Meksyk. Autorka ukazuje nam historię trzech kobiet: Laury, Aliny i Doris, z których jedna jest bezdzietna, druga z nich bardzo chciałaby być matką i chce nią zostać za wszelką cenę, a ostatnia jest samodzielną matką, zmagającą się z postępującą depresją. Każda z nich jest ukazana w sposób obiektywny, ich historie splatają się ze sobą, jak życie kobiet w jednej wiosce, choć żyją w samym sercu miasta.
Ważny cytat z Jetsuna Milarepy: „Próbując być szczęśliwymi, ludzie skaczą głową w dół, ku własnemu cierpieniu”.
Są tu poruszone ważne tematy dotyczące nierównego dostępu do opieki medycznej, błędne diagnozy i arogancja lekarzy, trudy opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem.
Bardzo ważne przesłanie z książki, zawiera się w zdaniu: „Przychodzi taki moment, w którym wszystkie matki zdają sobie z tego sprawę. Mamy takie dzieci, jakie mamy, a nie takie, jakie chciałybyśmy mieć i to z nimi musimy sobie radzić”.
Jest wiele nawiązań do buddyzmu, metod medytacji, rozwiązań stosowanych przez mniszki w klasztorach.
Ważna jest też uzdrawiająca moc dziennika, prowadzonego przez przyszłą mamę w ciąży.
Podobało mi się nawiązanie też do ideii wspólnoty i siostrzeństwa, otwartej dla kobiet w każdym wieku, poprzez inicjatywę feministyczną „UL”.
To właśnie w tej organizacji odnajduje się matka bohaterki, która ma dość napięta relacje z córką.
Książka mnie zaskoczyła- myślałam, że przez trudne tematy związane z dziećmi nie będę w stanie jej przeczytać. Powiem jednak szczerze, że bardzo mnie zaciekawił sposób pisania autorki i jej obiektywizm. Żadna z postaw nie jest piętnowana, historie kobiet są opowiedziane z wielką empatią i właściwym realizmem. Książka bardzo potrzeba, odczarowująca macierzyństwo i istotę wolnej woli kobiet.
Niesie przesłanie, że nie trzeba się szufladkować, czy jest się za posiadaniem dzieci, czy też nie – ważne jest, by być empatycznym człowiekiem i nie być obojętnym na los innych.