Z moich notatek: To moja pierwsza Elizabeth Strout. Poruszająca, ale nie porywająca. Zastanawiam się, czy jej inne powieści są podobnie mocno zaszczepione w amerykańskości, czy jednak bardziej uniwersalne.
Akcja powieści “To o czym nie mówimy” rozgrywa się w nienazwanym nadmorskim miasteczku w stanie Massachusetts latem i jesienią 2024 roku, w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Artie Dam to 57-letni nauczyciel historii w liceum. Ma żonę Evie, z którą wydaje się być blisko, dorosłego syna Roba, który chociaż zamknięty w sobie, wciąż jest obecny w życiu rodziców, grono znajomych i jedną, trochę ekscentryczną, starszą przyjaciółkę. Mimo, że Artie jest ogólnie lubiany, nikt nie wie, że tak naprawdę zmaga się z poczuciem osamotnienia i wyobcowania, że jest przytłoczony klimatem politycznym, który uważa za niepokojący i niezrozumiały, i że w tajemnicy przed wszystkimi rozważa samobójstwo.
“Rozważa” to w tym przypadku słowo klucz, bo gdy Artie Dam omal nie tonie po tym, jak poślizguje się podczas przechodzenia z pontonu na żaglówkę, tymczasowo budzi się w nim na nowo chęć do życia.
Do czasu gdy:
- Rob wyjawia sekret dotyczący Evie, który zmusza Artiego do przewartościowania całego swojego spojrzenia na małżeństwo i rodzinę
oraz gdy:
- zaczynają spływać wyniki wyborów prezydenckich, a zbulwersowany ich rezultatem Artie doświadcza jeszcze głębszego załamania.
“To o czym nie mówimy” Elizabeth Strout porusza bardzo poczytny aktualnie temat męskiej samotności, trudności w nawiązywaniu prawdziwych, wartościowych relacji oraz niszczącej natury tajemnic.
Esencję tej historii wspaniale oddaje cytat z Junga zamieszczony na początku: „Samotność nie wynika z tego, że nie ma wokół nas ludzi, ale z niemożności zakomunikowania tego, co wydaje nam się ważne, lub z posiadania pewnych poglądów, które inni uważają za niedopuszczalne”.
To co mi przeszkadzało w emocjonalnym zaangażowaniu się w historię Artiego, to tło i rozkminy polityczne, na które nie byłam przygotowana sięgając po powieść Elizabeth Strout.
Wiem, że to “niezależna” powieść i że poprzednie książki Elizabeth łączyło wspólne miejsce akcji i przeplatający się bohaterowie, dlatego na pewno sięgnę jeszcze po jej twórczość, bo ma wrażenie, że “To o czym nie mówimy” nie pozwoliło mi w pełni poznać jej pisarskiego vibu.
Fun-fact: przeczytałam, że pomysł na postać Artiego Dama zrodził się, gdy przyjaciółka przysłała Elizabeth stronę z nekrologami. Pisarka zwróciła uwagę na intrygujące zdjęcie mężczyzny o zwyczajnej twarzy, noszącego okulary w drucianych oprawkach. Następnie połączyła ten obraz ze wspomnieniem zasłyszanej wcześniej historii o mężczyźnie, którego znaleziono unoszącego się na wodzie u wybrzeży Massachusetts – historii, która nie dawała jej spokoju. Aby zebrać materiały dotyczące miejsca akcji, Strout i jej mąż przez kilka dni jeździli wzdłuż wybrzeża Massachusetts, poszukując wizualnych detali.

0 komentarzy