
Współpraca z Wydawnictwem Axis Mundi
Klubowa recenzentka: Barbara Mytnik (Instagram: kat.czyta)
Rozpoczynając lekturę „Szklanej jabłoni” Katarzyny Klein spodziewałam się dobrej, poruszającej sagi rodzinnej. Wszak matronat Klubu Czułej Czytelniczki to sygnatura najwyższej jakości. Czy powieść taką przeczytałam? Nie. Przeczytałam prozę nie dobrą, a rewelacyjną. Znakomitą. Doskonałą!
Ale od początku…
„Szklana jabłoń” rzeczywiście może być określana mianem sagi, opowiada bowiem o losach kilku pokoleń kobiet z jednej rodziny – spokrewnionych i spowinowaconych. Ramą powieści jest historia najmłodszej z bohaterek, Jagody Skalskiej, która po śmierci babci otrzymuje nie tylko jej mieszkanie, do którego się wprowadza, ale i stare zdjęcia, zapiski, rysunki architektoniczne, dokumenty, skrzynkę bez klucza i cały worek tajemnic. Jest to dla niej sytuacja graniczna, która zmieni jej życie.
W trakcie lektury podążamy za rozsypanymi przez autorkę mikro tropami, co sprawia, że wraz z Jagodą, trochę się domyślamy rozwiązania poszczególnych rodzinnych sekretów, a trochę dajemy się zaskoczyć. Zachowany jest tu idealny balans, oś fabularna poprowadzona jest z wielką przyjemnością dla czytelnika. Daje satysfakcję z odkrywania kolejnych elementów układanki, a jednocześnie sprawia, że powieść nie jest przewidywalna.
Narracja toczy się kilkutorowo – wiodąca oś przeplatana jest nitkami retrospekcji dotyczącymi pozostałych bohaterek – Róży, Nuszki, Magdy, Mirki i Renaty. Każda z nich jest prawdziwa, niestereotypowa, można się z nimi utożsamiać. Pomimo, że bardzo się od siebie różnią, łączy je siła oraz to, że wybrały milczenie.
Z każdym kolejnym fragmentem układanki poznajemy dramatyczne doświadczenia przodkiń Jagody i jej samej. Katarzyna Klein porusza tematy wojny, trudnego i niechcianego macierzyństwa, skomplikowanej relacji matka-córka, przemocy i straty.
Autorka przeprowadza nas przez wydarzenia z przeszłości, od lat tuż przed wojną, przez II wojnę światową, odbudowę zniszczonego wojną kraju, czasy PRL, lata 90., aż po rok 2005. Widać tu dużą pracę nad źródłami, szczególnie w scenach z czasów powojennych, kiedy zasiedlano tereny Dolnego Śląska, a wysiedlano dotychczasowych mieszkańców tego terenu. Pięknie i przejmująco ukazany jest również pogruchotany wojenną zawieruchą Wrocław – kamienice z wydartymi sercami i rozdartymi duszami. Na miasto patrzymy jednak oczami Magdy, która stara się widzieć w nim przede wszystkim przestrzeń na nowe życie.
Małym mrugnięciem do czytelnika jest tu wspomnienie kobiety, która prowadzi na postronku świnię – jest to kadr ze zdjęcia uwieczniającego tę szczególną kompanię pod budynkiem dzisiejszego centrum handlowego Renoma pod koniec lat 40.
Katarzyna Klein nie czerpie jednak tylko z fotografii. Powieść nasycona jest odniesieniami do innych dziedzin sztuki – od malarstwa i architektury, po unikatowe wyroby ze szkła artystycznego i użytkowego. W pamięć szczególnie zapada piękna scena ze szklaną instalacją Renaty, będącą połączeniem obrazu Moneta, muzyki i szkła, a stanowiącą niesamowity wręcz wyraz prawdziwej osobowości bohaterki.
Ktoś mógłby zapytać, jak tak bogata treść zmieściła się w niepozornej objętościowo książce. Spieszę z odpowiedzią!
Nie ma tu ani jednego zbędnego zdania. Każde trafia albo do wyobraźni, budując świat przedstawiony, albo do serca, tworząc skomplikowaną mozaikę emocji, albo skłania do refleksji i rezonuje w myślach jeszcze długo po odłożeniu książki. Jednym z takich fragmentów, który zostanie ze mną na długo, jeśli nie na zawsze jest:
„ (…) w rzeczywistości nie wiemy o sobie nawzajem zbyt wiele. To, w jaki sposób zadajemy innym pytania, wpływa na to, jakie historie od nich usłyszymy. Jeśli w ogóle.”
Język powieści jest celny, konkretny, ale jednocześnie często niemal poetycki, co tworzy wspaniałą prozę. Jako przykład pozwolę sobie przytoczyć jeszcze jeden fragment, opisujący Renatę:
„W niektóre dni Renata była twarda, lśniąca, przejrzysta w swoich słowach i czynach. A czasem matowiała tajemnicą. Była przeszkleniem między przeszłością a teraz. Raz przyciągała żarem, a innym razem odpychała, zastygła i zimna. Jak okienna szyba jednocześnie łączyła i dzieliła to, co w środku, i to, co na zewnątrz. Jak szkło rozpalała się wewnątrz do czerwoności, a potem pozwalała, aby emocje zastygały w niej na zawsze szklanymi paciorkami.”
Jest to proza, która szanuje czytelnika – pozwala mu i na głębokie przeżycia i na zadumę.
Zakończenie powieści jest klamrowe i to w sposób podwójny. Jagoda pozornie wraca do początku – ponownie wprowadza się do mieszkania po dziadkach, tym razem jednak na swoich warunkach. Jest już inną osobą, która otwiera się na nowe możliwości i relacje – prawda ją wyzwoliła.
Druga klamra jest bardziej poetycka, związana ze wspomnianymi w jednej z pierwszych scen matrioszkami – znanymi większości z nas, drewnianymi babami, które symbolizują nasze bohaterki. W klasycznym układzie jedna baba “ginie” w drugiej. Pozornie ta większa osłania mniejszą, chroni ją, ale jednocześnie – parafrazując autorkę – chowa głęboko i czasem zapomina, że ta mniejsza tam w środku jest. Zakończenie jest bardzo wymowne. Jagoda otrzymuje matrioszki wykonane ze szkła:
„Mimo, że każda kolejna patrzy na świat przez pryzmat tej większej, to jednak widzi też świat swoimi oczami i nimi nadaje znaczenie.”
Jagoda może wreszcie przeżywać świat po swojemu, nie odcinając się od korzeni, ale też rezygnując z bagażu rodowych traum.
„Szklana jabłoń” jest to powieść o ogromnym ładunku emocjonalnym. Jest to historia o kobietach, ale w istocie opowiada dużo więcej – o radzeniu sobie z przeszłością, o traumie i wydarzeniach, które wdzierają się w życie bohaterek i zmieniają je. O tym, ile zła powodują i jak daleko sięgają. O przemocy ukrytej pod pancerzem milczenia, codziennych wyborów i zmagań. Ale też jest to powieść o nowych początkach, dająca nadzieję na zmianę.
Gorąco polecam!
