Klubowa recenzentka: Karolina Sawka

„Nadzieja to najlepsza tabletka przeciwbólowa na świecie. Chroni świadomość przed przykrymi skutkami prawdy”.

W życiu może przyjść chwila, gdy beztrosko stoisz sobie w kuchni, jesz kanapkę i myślisz o najbliższych zawodowych zobowiązaniach, by zaraz stanąć w przedpokoju, upuścić na podłogę tę samą kanapkę i poczuć, jak cały świat osuwa ci się pod stopami.

Taka chwila zastała Marię Rosę w wynajmowanym, gdańskim mieszkaniu. Marię, która jako żona Michała i matka trzyletniej Irenki, ma poukładane i spokojne życie. A raczej takie było dopóki nie przyszła chwila, która podzieliła jej życie na „przed” i „po”. W jednym momencie może zmienić się absolutnie wszystko. Maria znajduje się w sytuacji pozornie bez wyjścia, w dodatku ze złamanym sercem i bez grosza przy duszy, za to z naręczem wspierających ludzi wokół.

I to właśnie ci ludzie to był game changer tej ciepłej i dającej nadzieję na lepsze jutro, powieści.

Cudowni rodzice, wspierające przyjaciółki, babcia Irenka i… pewien nieznajomy, który zawsze pojawiał się, gdy był potrzebny.

„Całym światem Ty” (7/10) to historia o życiowej rewolucji, która przynosi przymusowe zmiany. Zmiany, których Marysia bardzo się boi, ale które okazują się zmianami na lepsze.

Jestem ogromną fanką pani Heleny (matki Marii), babci Irenki oraz Ady i Kaśki (przyjaciółek głównej bohaterki). W każdej z tych postaci znalazłam charakterystyczne cechy, z którymi mogę śmiało utożsamić siebie i swoich bliskich. A Tomasz to taki wzór mężczyzny, o którym prawdopodobnie marzy większość kobiet.

Natomiast nie do końca polubiłam główną bohaterkę. Nie zawsze rozumiałam zasadność podejmowanych przez nią decyzji (a raczej ich braku), często irytowałam się tym, co robiła. A to wszystko jest dowodem na to, że Autorka świetnie wykreowała swoje postaci. Każda z nich jest „jakaś”, każdą można wyróżnić.

Książka jest też świetnie napisana. Często śmiałam się podczas czytania, a błyskotliwe i naturalne dialogi sprawiły, że czułam się, jakbym była w Gdańsku wraz z bohaterami.

Uważam jednak, że mogłaby być krótsza – w drugiej połowie niektóre sceny dość mocno mi się dłużyły. Gdyby tak skrócić kilka opisów i nie powtarzać obszernych przemyśleń głównej postaci – byłoby bardziej dynamicznie i nieco mniej nużąco.

To nie jest historia, która ma Was zaskoczyć zakończeniem (choć w samym jej środku jest kilka plot twistów!). To opowieść, z którą macie spędzić miły czas, która otuli Was kocykiem i (jak babcia Irenka) zaparzy Wam herbatę, przyszykuje długą kąpiel.

Przeczytałam ją z przyjemnością, a niedługo zaniosę ją do pracy – zostawię w szpitalnej biblioteczce, by moje pacjentki mogły w trudzie leczenia poczuć się trochę lepiej 😊

Gratuluję Autorce i będę śledzić dalsze pisarskie dokonania!