
Współpraca z Wydawnictwem Znak Literanova
Klubowa recenzentka: Aleksandra Makulska
Przeczytałam w dwa dni! Nie zdetronizowała „Tom Lake”, ale i tak lowe, i powiem Wam, że jestem zaskoczona, że to debiut, bo zupełnie nie odstaje od późniejszych powieści Ann!
W centrum wydarzeń „Patronki” jest Rose, dwudziestolatka, dorastająca w latach 60-tych w San Diego, która jak większość stojących u progu dorosłości dwudziestolatek, nie wie, co dalej. Modli się o “znak od Boga”, z tym że, ów znak to dla Rose coś w rodzaju porady, delikatnego popchnięcia w kierunku, w którym powinna podążać w życiu, a nie prośba o powołanie. Z równą gorliwością modli się o zdanie egzaminów, buty na obcasie i pierścionek z rubinem.
Rose mieszka z matką, Helen, która pracuje w domu towarowym sprzedając kosmetyki i obietnicę piękna. O swoich klientkach mówi:
“Patrzą w lustro i widzą same mankamenty, a ja umiem je naprawić.”
Z Rose spotykają się głównie w łazience, kiedy jedna z nich szykuje się do pracy, a druga na wieczorne wyjście. To w trakcie jednego z tych spotkań matka stwierdza:
“Ładne dziewczyny mają trudniej. Ludziom wydaje się, że jest odwrotnie, że to brzydulom należy współczuć, alebo szarym myszkom. Ale one nie mają tylu dodatkowych bodźców. Wokół ładnych dziewczyn zawsze kręci się ktoś, kto będzie im mówił, co powinny robić i myśleć. Na stoisku to właśnie tym ładnym można sprzedać najwięcej. Nigdy nie wiedzą, czego naprawdę chcą.”
I zastanawiam się, czy właśnie to zdanie nie prześladuje Rose i sprawia, że tak rozpaczliwie próbuje znaleźć cel w życiu.
Helen straciła męża, ojca Rose, w wypadku samochodowym, gdy ta miała zaledwie 3 latka. Od tamtej pory nie wyszła ponownie za mąż i – chociaż nie uczestniczyła w wypadku męża – nie wsiadła więcej do samochodu. Co ciekawe, Rose jest za to doskonałą kierowczynią i uważa, że “prowadzenie auta to najważniejsza życiowa umiejętność”.
„Patronka” zaczyna się, gdy Rose w błękitnym Dodge’u jedzie przez Kalifornię, w kierunku Kentucky. Zostawia za sobą nie tylko matkę, ale i męża (yep, w poszukiwaniu “znaku” Rose decyduje się na zamążpójście), z którym żegna się tylko krótkim, oficjalnym liścikiem. Decyzje o ucieczce podejmuje dowiadując się, że jest w ciąży, o której nikomu nie mówi, bo nie chce zatrzymać dziecka. Dlatego wyrusza do Świętej Elżbiety, ośrodka dla niezamężnych (!!!) kobiet prowadzonego przez zakonnice.
Gdy dociera na miejsce widzi “morze ciężarnych dziewczyn, jedna bardziej ciężarna od drugiej” ma wrażenie, że w ogóle tu nie pasuje.
“Były tak potężne, że zdominowały całe wnętrze, tak że widziało się nie dziewczyny, lecz wyłącznie zbiorowisko wzdętych brzuchów, przesadnie napompowanych balonów z doczepionymi do nich cieniami młodych kobiet. Poczułam, że musiałam przyjechać w złe miejsce, że cokolwiek dolegało tym dziewczynom, ja na pewno nie złapałam tego samego. Byłam szczupła, płaska, wysoka, a kiedy na mnie spojrzały widać było, że właśnie tak o mnie myślą. Albo może myślały: zaczekaj, to sama zobaczysz”.
Mimo wszystko Rose szybko się aklimatyzuje, zawiera przyjaźnie i zaczyna pomagać w kuchni odkrywając w sobie talent do gotowania. Powoli zaczyna się zadamawiać, a jej brzuch rosnąć. Nikomu nic nie mówi o swojej przeszłości. Zaczyna nowe życie, którego fundamentem staje się milczenie.
Tylko jak długo da się żyć w kłamstwie?
Kto jeszcze jest ważny w Patronce?
Son, nieprzeciętnego wzrostu ogrodnik i złota rączka, w Świętej Elżbiecie zajmuje się wszystkim, z czym nie radzą sobie zakonnice. Ma dłonie wielkości bochnów chleba, utyka na jedno kolano i wszystkie dziewczęta się w nim kochają. Trafił do Habit ponad 20 lat temu i tak jak Rose, miał zostać na chwilę. Zrobi dla Rose krzesło z dedykacją. KRZESŁO. Czy wyobrażasz sobie bardziej romantyczny prezent? Ja byłam zachwycona.
Siostra Evangeline, która wydaje się być prawdziwą szamanką z długimi siwymi włosami wypadającymi spod welonu i magiczną umiejętnością słyszenia nienarodzonych dzieci. Kiedyś była siostrą przełożoną, teraz pracuje w kuchni, mimo, że coraz gorzej widzi i niezbyt dobrze gotuje. Od razu zaprzyjaźnia się z Rose.
I Cecilia, której historia zaczyna się od wstydliwego tatuażu na ramieniu Sona, zrobionego po pijaku w trakcie przepustki, na której zaszalał z kolegami z wojska.
“Patronka” to klasyczna Ann Patchett: angażująca emocjonalnie fabuła, skomplikowane postacie i wyjątkowa sceneria, która kształtuje ludzkie losy na równi z ich własnymi wyborami.
Czytajcie, jeśli lubicie dramy rodzinne i skomplikowane relacje matek z córkami (ZAWSZE!!) 
