Klubowa recenzentka: Katarzyna Olborska-Leśniak (Instagram: kat.czyta)

Jeśli was też denerwuje, że biografie wielkich artystek tworzą i piszą mężczyźni i jest ona zwykle przeinaczana, to ta pozycja będzie dla was powiewem świeżości. Van Duyne zagłębia się w dzieła Sylvii Plath, odczytuje je na nowo i ukazuje skrywane dotąd sekrety domu Hughesów, które nie miały ujrzeć światła dziennego. Przedstawiają one Plath nie jako udręczoną pisarkę,  postać tragiczną, zmierzającą do samozagłady(taka legendę stworzył jej mąż- Ted Hughes), lecz kobietę w przemocowym związku, z którego za wszelką cenę próbowała się uwolnić- niestety bezskutecznie. 

Jest to nowe odczytanie biografii Plath, które ukazuje, że jeszcze podczas ostatnich dni przed śmiercią, Sylvia próbowała uwolnić się spod wyniszczającego i kontrolującego wpływu swojego męża. Wyszła za niego, mając 24 lata, będąc już  rozpoznawalną poetką. Hughes wykorzystał jej wiedzę i renomę, do promowania swoich dzieł. Manipulował pamięcią o niej, przez co po śmierci Plath doświadczyła ogromnej wrogości, którą przedstawiano jako sprawiedliwą konsekwencje jej decyzji o odebraniu sobie życia. 

Nowe fakty zostały wyciągnięte na światło dzienne dzięki ocalałym listom Plath do psychoterapetki- Ruth Barnhouse. Z zachowanych dokumentów jasno klaruje się obraz przemocowego związku, jaki Hughes zgotował swojej żonie. Publicznie przedstawiał ją jako histeryczkę, nie będącą w stanie zajmować się swoimi sprawami, ani dziećmi.

Kontrolował każdą narrację, lecz jednocześnie nie pozwalał na to, by przemoc fizyczna i psychiczna wyszła poza progi domu. Znany schemat przemocowych związków, które jedynie na zewnątrz zdają się nieskazitelne. Salvia była w pułapce i sądziła, że jedyną osoba, której może pokazać swoje prawdziwe oblicze, była właśnie je psychoterapeutka- Rose Barnhouse. 

Autorka biografii Emily van Duyne ukazuje nam Plath w innym świetle, niż dotychczas było tworzone przez jej męża. Analizuje dogłębnie  nowe materiały, którymi są dotychczas niepublikowane listy do psychoterapeutki oraz na now stara się odczytać jej teksty. Nie pozwala sobie ani na uproszczenia i stereotypy ukazywania Plath, jako udręczonej poetki, dążącej do śmierci. Van Duyne ukazuje inną Plath, która wciąż pisała, kontaktowała się z przyjaciółmi i zajmowała dziećmi, pomimo przemocy fizycznej i psychicznej, serwowanej przez Hughesa. Traktował Plath jak sekretarkę, jego prace były poprawiane przez nią i to dzięki Plath wybił się, jako pisarz. Podczas małżeństwa z Plath wziął sobie kochankę- Assię Wevill, z którą jednak postępował równie przemocowo i która także odebrała sobie życie. 

Van Duyne pisze, jak ważnym źródłem były nie tylko listy, ale też dzienniki obydwu kobiet, w rekonstruowaniu prawdziwej wersji wydarzeń z życia z Tedem Hughesem. 

Długo dominowało też postrzeganie, że Plath jest czytana jedynie młode kobiety i z jej książek po prostu się wyrasta. Najbardziej znana powieść Plath „Szklany klosz” jest często zaliczana do kategorii YA, co jest dla mnie nie do pomyślenia, ze względu na tematy załamania  nerwowego i samobójstwa. 

W posłowiu autorka zadaje pytanie: „Co to znaczy kochać Sylvię Plath?” Nie ukrywa swojej fascynacji autorką, ale też przestrzega przed szufladkowaniem. Zgadza się z inna biografką Plath, że: 

„Najwięcej sensu ma czytanie Plath w kategoriach nieznośnego współistnienia przeciwieństw. Plath triumfującej i Plath na samym dnie, Plath jako pisarki, która nie jest ani esencjonalizowana, ani moralizowania w duchu esencjalizmu”. 

Próbuje ukazać jej losy w innym świetle, nie zakrzywionym przez legendę Hughesa. Najważniejszym celem tej książki było jak się zdaje zdjęcie z Plath stereotypu histeryczki z depresją, zmierzającej do własnej zagłady. 

Kochając kogoś patrzysz pełnowymiarowo na życie tej osoby, nie wycinasz pewnych faktów, starasz się zrozumieć jak najwięcej z jej postępowania. Kochając nie oceniasz, a zostawiasz pole do tego, by zrozumieć. Z takim przesłaniem zostawia nas autorka książki „Kochając Sylvię Plath”- nie oceniaj, pozwól zrozumieć, pielęgnuj prawdę i nie rozpowszechniaj krzywdzących stereotypów. 


0 komentarzy

Dodaj recenzję

Avatar placeholder