Z moich notatek: zatopiłam się w tej dusznej, porośniętej pnączami kudzu historii rozgrywającej się na bagnach zniszczonej huraganem Katrina Luizjany.

Ileż tu jest świetnych postaci!

Chociaż główną bohaterką wydaje się być Loyal, dziennikarka, która wraca na stare śmieci, żeby zadbać o popadającą w demencję matkę, to nie ona gra w tej historii główną rolę.

O wiele bardziej fascynujący jest mroczny Dewall z wytatuowanymi na twarzy kłami dzika, nieprzystający do małomiasteczkowego klimatu południu Stanów Sasha z dopiętymi na zszywki różowymi włosami i charyzmatyczna Cutter, która ginie zaraz na początku książki.

Oraz ALIGATORY, które cały czas googlowałam podczas czytania.

Wbrew notce z okładki to NIE JEST opowieść podobna do „Gdzie śpiewają raki” – jest dużo mroczniejsza, mocniej osadzona w obdartej z romantyzmu lokalnej społeczności i bardziej surowa. Z „Rakami” łączą ją tylko bagna, chociaż tutaj w bardziej mrocznej i niebezpiecznej odsłonie.

Idealna na końcówkę wakacji.

Tłumaczenie: Małgorzata Stefaniuk
Wydawnictwo: Albatros