Ostatnio nie mogłam skończyć żadnej książki. Nic mnie nie wciągało. Porzuciłam  „Czas much”, „The girls who grew big” i najnowszą Zytę Rudzką.

A potem przez przypadek trafiłam na „Yellow wife” Sadeqi Johnson, powieść osadzoną w realiach XIX-wiecznego niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych, i przepadałam. Tym bardziej, że jest zainspirowana prawdziwą historią więzienia dla niewolników w Richmond w stanie Wirginia.

Pheby, jasnoskóra niewolnica i córka właściciela dużej plantacji, trafia do owianego złą sławą więzienia dla niewolników, Aby przetrwać i ocalić swoich bliskich podejmuje dramatyczną decyzję – zostaje kochanką i tytułową „żółtą żoną” okrutnego handlarza ludźmi. 

Ile tu jest tematów do dyskusji!!

Sadequa Johnson oficjalnie dołącza do autorek książek, na których przekłady BARDZO CZEKAM. Razem z „Black butterflies” Priscilli Morris i „Honor” Thrity Umrigar (come on, wydawcy! To są REWELACYJNE historie!).