„Strużki” Marii Halber to krótka, intensywna opowieść o dziewczyńskiej przyjaźni, która mogłaby przydarzyć się każdej z nas. Historia o dojrzewaniu, szukaniu siebie i budowaniu własnej tożsamości niezależnie od relacji, które nas kształtują.

Szkoła prowadzona przez zakonnice, małe miasto i dwie nastolatki, między którymi zaczyna rodzić się przyjaźń. Jedna jest charyzmatyczna i przebojowa, druga niepewna siebie i zagubiona. Jedna wychowała się z niepełnosprawną siostrą pod opieką samotnej matki, druga jest jedynaczką dorastającą między przeprowadzkami związanymi z pracą ojca.

Chociaż różni je niemal wszystko z dnia na dzień stają się nierozłączne.

Początkowo na nową przyjaźń składają się oczekiwanie na lato, marzenia o dalekich podróżach i plastikowe paznokcie, ale z czasem niewinna relacja zamienia się w pozbawione granic współistnienie. A potem nadchodzi bolesne zderzenie z dorosłością i ciąg wydarzeń, które zmieniają wszystko.

Na spotkaniu klubowym: zgodziłyśmy się, że „Strużki” Marii Halber to nostalgiczna powieść, w której wiele z nas mogło odnaleźć fragment swoich doświadczeń. Podobał nam się język i klimat „Strużek”, chociaż bardziej części pierwszej niż drugiej. Nie polubiłyśmy żadnej z bohaterek, ale zgodziłyśmy się, że obydwie zostały bardzo dobrze skonstruowane. Najdłużej rozmawiałyśmy o intrygującym i wieloznacznym zakończeniu powieści.

Wydawnictwo Cyranka

Kategorie: 2024

5 komentarzy

Klaudia Chrapko · cze 2024 o 7:25 pm

Strużki – Maria Halber. – Poetycko o wcale nie łatwych sprawach.

Bardzo wciągająca opowieść o przyjaźni i szukaniu własnego ja. Bohaterowie ewoluują w trakcie historii. Trudna opowieść która wywołuje raz sympatię, raz antypatię do bohaterów. Główne bohaterki przeżywają wielkie – małe tragedie w swojej przyjaźni. Mamy dogłębnie pokazany proces dojrzewania, kształtowania własnego ja. Jest to też opowieść o tym, jak możemy kłamać sobie samym na własny temat.

Książka która opisuje lata 90 bardzo poetyckim językiem, możemy uznać go nawet za oddzielnego bohatera. Strużki jest to też opowieść o stalkingu, depresji które mogą się dziać w każdym większym, mniejszym mieście, dlatego jest w niej niezwykle uniwersalny przekaz.

Książka została podzielona na dwie części, początek książki pod względem językowym jest bardziej zaskakujący. Czuć w nim lato. Każde zdanie przywodzi na myśl osobny obraz. Chociaż książka była wydana w grudniu. Okładka również wydaje się być osobną opowieścią, która dopełnia tytuł i przesłanie książki, które wydaje się proste a jednocześnie tak trudne. Bądźmy po prostu sobą bo to jest najcenniejsze.

Wadą tej książki była nierówność w prowadzeniu wątków, niektóre zostały pominięte i niedokończone. Trochę szkoda ponieważ książka miałaby jeszcze większy potencjał. Może by się sprawdziła lepiej w formie opowiadań? I do każdego z tych opowiadań klimatyczna grafika? Książka jest z gatunku tych które sobie dawkujemy jak dobre czekoladki.
Polecam tą nostalgiczną powieść, bo każda z nas była nastolatką

Aga Szukuć · cze 2024 o 6:09 am

Kiedy dowiedziałam się, że w ramach spotkań Klubu Czułej Czytelniczki będziemy omawiać „Strużki” Marii Halber, pomyślałam: „Strużka, jakie piękne słowo”. Pomyślałam też, że to takie staroświeckie określenie i że tak dawno nie słyszałam, żeby ktoś używał tego terminu. Tak samo dużo czasu upłynęło odkąd ostatni raz przeżywałam rozterki opisane w powieści Halber.

Maria Halber to poetka i autorka powieści poetyckiej, która nawet tworząc prozę zachowuje się jak gdyby pisała wiersz. Dlatego język, jakim posłużyła się pisząc „Strużki” jest bardzo poetycki. Każdą emocję, krajobraz, smak opisano odwołując się do metafor, wyszukanych pojęć, wszystko jest bardzo intensywne i czytanie tej powieści przypominało mi podziwianie obrazu, na którym strasznie dużo się dzieje i trzeba zrobić kilka kroków do tyłu, aby w ogóle zobaczyć, co przedstawia dzieło. Przyznam, że dopóki nie przyzwyczaiłam się do języka tej powieści, czułam pewien dyskomfort, bo zawisłam między prozą i poezją, nie wiedząc, w którą stronę mam iść (to na szczęście mija).

Jak już wspomniałam, język powieści przypomina dobrze napisany wiersz, za to tematyka jest bardzo „zwyczajna”, znana (także z autopsji) pewnie każdej dziewczynie, która dorastała pod koniec lat 90tych czy na początku obecnego milenium. To historia jednej przyjaźni (choć właściwie używam słowa „przyjaźń” tylko dlatego, że jako młodzi ludzie przeżywamy znajomości tak intensywnie i głęboko, nie jestem pewna, co bohaterki naprawdę o sobie wiedziały) oraz prób wkroczenia w dorosłe życie. Maria Halber wplata w swoją opowieść pewne tematy społeczne, które w mniejszym bądź większym stopniu dotykają młodych ludzi. Jednak trzonem powieści są dwie dziewczyny, z jednej strony tak różne, z drugiej – tak samo niedopasowane do świata, w którym przyszło im żyć.

W powieści „Strużki” zabrakło mi odpowiedzi na pytanie, czemu Agnieszka potrzebowała tej przyjaźni, czy nie mogła znaleźć swojej tożsamości bez Kingi i jej błędów. Czemu cały czas nosiła na barkach przeszłość, nawet kiedy sama Kinga wydawała się nie pamiętać o tych nocach spędzonych w parciejącym namiocie? Ja, pamiętając swoje nastoletnie rozterki, wiem, dlaczego trwałam w dziwnych znajomościach, ale zaczynając czytać „Strużki” liczyłam na inną perspektywę, chciałam skonfrontować moje wspomnienia z tym, co przeżyły bohaterki. To pragnienie niestety nie zostało zaspokojone, a nie wystarcza mi zapewnienie autorki, że jako dziewczyny „z definicji występujemy w liczbie mnogiej, w zestawach, szajkach i paczkach”.

Problem nastoletniej przyjaźni opisano pięknie, poetycko, z intensywnością odpowiadającą emocjonalności młodej istoty. Ja czuję jednak, że nadal nie dowiedziałam się, dlaczego tak desperacko chcemy gdzieś przynależeć. Być może powieść Halber nie ma być odpowiedzią, lecz stanowić zapis jednej historii, kilku letnich miesięcy wypełnionych bliskością, zatajaniem przed bliskimi prawdy, której się wstydzimy oraz szukaniu prawdziwych relacji tam, gdzie naprawdę nie warto. Koniec końców to powieść o szukaniu siebie i wygląda na to, że te poszukiwania bywają dość szablonowe. Częściowo to mocna strona tej książki – wiele czytelniczek (włączając w to mnie) z pewnością powie „Jakbym czytała o sobie”.

„Strużki” to bardzo skondensowana powieść, którą czyta się szybko. Spodoba się młodym czytelnikom, ale też i tym starszym, których przepełnia nostalgia. Nawet jeśli „szkolna” tematyka was zniechęca, warto przeczytać ją ze względu na piękny język oraz plot twist, bo nadal nie jestem pewna, co w tej historii wydarzyło się naprawdę, a co było przejawem pragnień i fantazji głównej bohaterki.

Karolina Sawka · cze 2024 o 3:02 pm

„(…) jeśli masz jeszcze komuś siebie dawać, to ewentualnie na raty i po kawałeczku, i najlepiej takie części, o których już wiesz, że ich potem nie będziesz potrzebować. Bo to nie jest pożyczka, tylko prezent, podarunek, żadnych zwrotów nie przewidziano.”

„Strużki” Marii Halber (8/10) zaskoczyły mnie zarówno formą, jak i treścią. Przystępując do czytania, nie wiedziałam o nich zbyt wiele. To książka czerwca w Klubie Czułej Czytelniczki, więc pozycja z tych, które po prostu czytam, a potem dzielę się wrażeniami na naszym comiesięcznym spotkaniu online. Widziałam piękną okładkę, mniej niż 200 stron i nazwisko polskiej autorki. Coraz bardziej podoba mi się ta „niewiedza” przed lekturą. Bez oczekiwań, z rosnącym podekscytowaniem, gdy przewracam kolejna stronę, poznając fabułę i jej główne postaci. Czasem pewnie przyjdzie rozczarowanie, ale nie tym razem.

„Strużki” to opowieść o dziecięcej przyjaźni, która jest poddawana wielu próbom. Splot przypadkowych (czy na pewno?) zdarzeń, kilka wypowiadanych w emocjach słów, czas i zbliżająca się wraz z nim dorosłość – to wszystko sprawia, że bohaterki, by przetrwać w tej przyjaźni, muszą włożyć w nią dużo starań i wysiłku. Czy to wystarczy? Czy można być w tak bliskiej relacji, nie będąc jednocześnie sobą? Co się stanie, gdy pojawią się inne osoby? Jak poradzić sobie z odrzuceniem, nie mając wsparcia w ludziach, którzy teoretycznie powinni być nam najbliżsi?
Mogłabym mnożyć podobne pytania jeszcze długo, ale myślę, że warto zostawić przestrzeń, by każdy z Was, kto zdecyduje się przeczytać książkę, mógł sam sobie je zadać i poszukać odpowiedzi między wierszami tej historii.

Maria Halber stworzyła świat, który świetnie znamy ze swojego dzieciństwa, wczesnej dorosłości. Niejednokrotnie, mimo smutnego wydźwięku opisywanych zdarzeń, uśmiechałam się do siebie. Piękny język, który pchał tę opowieść do przodu sprawił, że zaznaczyłam wiele cytatów, do których często będę wracać.

Autorce gratuluję napisania tak trafiającej w emocje książki, Aleks dziękuję za stworzenie Klubu Czułej Czytelniczki, dzięki któremu mogłam się z tą pozycją zapoznać, a Was zachęcam do poświęcenia jej kilku chwil. Myślę, że naprawdę warto 🙂

Aleksandra Konstanciuk · lip 2024 o 1:37 pm

Dziewczyńska przyjaźń. Dwie dziewczynki spotykają się na rozpoczęciu roku szkolnego i zostają przyjaciółkami. Jak wiele z nas może się podpisać pod takim wspomnieniem?

W przyjaźniach, tych zawartych w dzieciństwie ktoś zawsze jest „tą bardziej”. Bardziej kontaktową, rozrywkową czy ładniejszą. W „Strużkach” jest nią Kinga, przyjaciółka narratorki. Razem spędzają czas, bawią się i ocierają łzy by w miarę dorastania usuwać się w cień, zauważać siebie mniej w drugiej osobie i powoli odchodzić, chociaż miało być na zawsze.

Narratorka szuka siebie podążając za Kingą, widzi toksyczność tej relacji by z rozczarowaniem rozejść się bez ostatnich słów. Bez wyjaśnień i potrzebnych, niewypowiedzianych przeprosin. Po wielu latach drogi dwóch już kobiet łączą się konfrontując zapomnianą przyjaźń.

Napisana przepięknym językiem powieść Marii Halber pokazuje relacje, pod którymi tak wiele z nas może się podpisać, że przeżyło. Obsesyjne, niezdrowe i szukające uwagi, ale czy jeżeli nie mamy poczucia bycia kimś najważniejszym w rodzinie, to nie będziemy szukać tego w przyjaźni? Bardzo rozumiałam Agnieszkę, jej samotność i dopasowywanie się pod każdym względem dla Kingi, która dorastając zgubiła swoją przyjaciółkę w innych wartościach.

„Kurczył się czas do matury, niebędącej przecież żadną metą, a raczej kolejnym pasem startowym […]”.

Tym dla mnie jest ta powieść, czasem, dorastaniem i szukaniem siebie, kiedy myśląc, że coś się kończy powinniśmy pamiętać, że to jest całkiem odwrotne – to jest początek. Kolejny szczebel, kolejny schodek w naszym życiu, który trzeba puścić, albo o nim zapomnieć by nie wrócić i nie spaść.

Koniec „Strużek” zostawia nam furtkę do przemyśleń, lubię takie zakończenia dające popis wyobraźni, bo od sympatii do bohaterów moje wnioski płyną w różne strony.

Od siebie dodaję, że pamiętam ze swojego życia każdą przyjaźń, za którą szczerze dziękuję i ze wstydem przepraszam.

Ewa Podgórna-Kopciuch · lip 2024 o 8:15 pm

Piszę te słowa zaraz po skończeniu książki. Bardzo mi się podobała. Począwszy od języka jakim jest napisana do pomysłowej okładki.To taka mała wielka książka.

Przeglądałam się w niej jak w lustrze. Jest bardzo o mnie. Ja to narratorka. Też jestem tą niewidzialną, też miałam taką Kingę w podstawówce i ogólniaku. Zawsze byłam tylko tłem i dodatkiem. Nasze drogi też się rozeszły, choć nie tak dramatycznie. Ułożyłyśmy sobie szczęśliwe życia z dala od siebie.
Nie zmieniło się tylko jedno- ja już na zawsze zostałam niewidzialna. Usłyszałam określenie rzep i bardzo mnie ono zabolało. Bo rzep też na uczucia i pragnienia. I to nie jest tylko lenistwo i tchórzostwo. To często jest depresja, brak poczucia własnej wartości, zagubienie, strach. Agnieszka też potrzebowała pomocnej dłoni. Ratowała się jak mogła- widziała w Kindze ratunek i wyjście z cienia.
Zakończenie książki jest dla mnie symboliczne. Narratorka dojrzała i wreszcie dowiedziała się kim jest. Ja ciągle nie mogę wypowiedzieć tego ostatniego słowa.

Dodaj recenzję

Avatar placeholder